Wywiad z Frederikiem Peetersem,
autorem Niebieskich pigułek
Autograf, wykonany przez Frederika Peetersa dla Zeszytów Komiksowych.

Michał Błażejczyk [MB]: Dlaczego postanowiłeś narysować komiks poświęcony właśnie zagadnieniu HIV?
Frederik Peeters [FP]: To nie jest komiks o HIV, to autobiograficzny komiks o fragmencie mojego życia, a dokładniej o początku związku, w którym wciąż jestem, ze wszystkimi pytaniami, które wówczas sobie zadawaliśmy. To jest komiks o miłości.

MB: W jaki sposób narodził się ten pomysł?
FP: To było w chwili, kiedy skończyłem Les miettes (Okruchy), album, z którym byłem w pewnym sensie w konflikcie. Nie napisałem scenariusza i zarówno ja, jak i moje rysunki cierpiały na brak zaangażowania. Po długiej dyskusji z Wazemem o tym, co naprawdę chcielibyśmy opowiadać w naszych komiksach, zrozumiałem, że muszę odnaleźć w mojej pracy jakiś rodzaj natychmiastowości. Zdecydowałem się więc na zaimprowizowanie opowieści o tym, co było mi najbliższe - moim własnym życiu. Chciałem się całkowicie zatracić, być może odpowiedzieć sobie na kilka pytań i przede wszystkim przenieść życie na papier.

MB: Skoro kawałek prawdziwego życia Frederika Peetersa został upubliczniony poprzez umieszczenie go w komiksie, stał się on również podatny na różne interpretacje. Co o tym sądzisz? Czy się tego nie boisz?
FP: A priori, sposób w jaki czytelnik interpretuje opowieść mnie nie dotyczy, nie mogę tego kontrolować i to właśnie jest najciekawsze. Ale uważam, że jeśli przedstawi się rzeczy w sposób szczery i rzetelny, można przekazać stosunkowo całościową i jednolitą wizję świata. A poza tym to niekoniecznie o moim życiu ludzie czytają. Czytają nową historię, wynik wyborów i uporządkowań narracyjnych, których dokonywałem prawie wbrew sobie. Narysowane postacie stopniowo nabrały dystansu, zyskały własne życie, które oddaliło się od mojego. To nie jest praca reporterska, to jest próba przeniesienia całego szeregu emocji. Wszystkie opinie czytelników, z którymi się spotkałem, potwierdzają to. Szczerość i delikatność wywołują szczerość i delikatność.

MB: Czy umieszczanie w komiksie wątków autobiograficznych jest trudniejsze, niż tworzenie fikcji?
FP: Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że trudniej jest pisać fikcję. Najtrudniejsze w tworzeniu opowieści jest znalezienie motywacji, źródła, racji bytu. Autobiografia z zasady przenosi twórcę poza ten etap. Nie zastanawiasz już się, co opowiedzieć, tylko w jaki sposób, i na tym dla mnie polega cała zabawa.

MB: Niebieskie pigułki kojarzą się z Viagrą. Czy jest to zamierzone?
FP: Absolutnie nie, pierwszy raz ktoś mi o tym mówi... I nie mam problemów z erekcją, jeśli to masz na myśli...

MB: Czy planujesz stworzyć ciąg dalszy Niebieskich pigułek?
FP: Nie. To był pewien zamknięty etap. Teraz mam znów ochotę tworzyć fikcję, stanąć przed problemem tego co tworzyć, a dopiero potem - jak. Nie chcę opowiadać dalszego ciągu po to, by lepiej móc go przeżyć.

MB: Jak zareagowałeś, kiedy okazało się, że Niebieskie pigułki wygrały nagrodę Rodolphe’a Töpffera w 2001 roku?
FP: Szczerze mówiąc, spodziewałem się tego trochę. Wiedziałem już, jaki efekt wywoływała na ludziach ta książka. Nie zmienia to faktu, że sprawiło mi to oczywiście wiele przyjemności.

MB: W jaki sposób pracowałeś nad Niebieskimi pigułkami? Ile czasu to trwało?
FP: Dokładnie trzy miesiące. Nic nie było wcześniej napisane i prawie nic nie szkicowałem. Założyłem nawet sobie, żeby nic nie poprawiać a posteriori. Wziąłem zwyczajny papier ksero i zamieniłem się w kserokopiarkę (powolniejszą, oczywiście). Musiałem zaakceptować to, że niektóre zdania i rysunki będą słabsze, niż reszta, gdyż było to częścią mojego podejścia: sprawić, żeby życie popłynęło spod pióra w jak najbardziej niekontrolowany sposób, akceptując jego wahania, zakręty, wyboje i niedoskonałości. Na początku nie wiedziałem, od czego zacząć i dlatego książka zaczyna się od abstrakcyjnych obrazów komórek albo galaktyk, jak wolisz.

MB: Dlaczego wybrałeś czarno-białą konwencję graficzną?
FP: Dla natychmiastowości efektu. Kiedy strona jest skończona, już jej nie dotykam. Chciałem też zaakcentować to, że rysunek jest pewnym rodzajem pisma. No i jest też powód ekonomiczny. W mojej sytuacji byłoby szaleństwem drukowanie 200 stron w kolorze.

MB: Bohaterowie Niebieskich pigułek mają duże oczy. W jakimś artykule widziałem stwierdzenie, że to konwencja mangi. Czy to prawda?
FP: Jestem pod pewnym wpływem mangi, to prawda. Ale był to też sposób na lepsze oddanie ekspresji tej najbardziej żywej części ludzkiego ciała, oczu. Pragnąłem opowieści bardzo intymnej, bardzo ludzkiej.

MB: Czy pracujesz najpierw nad scenariuszem, a potem dokładnie przenosisz go na papier, czy też pozwalasz rysunkowi współtworzyć opowieść?
FP: Jak powiedziałem wcześniej, wszystko było improwizowane. To oznacza, że trzeba uznać rysunek za leżący na tym samym poziomie, co tekst, uznać komiks za pewien rodzaj pisma, w którym każdy kadr jest słowem lub zdaniem, a każdy odstęp - westchnieniem. Uwielbiam pracować z kolizjami między rytmem lektury wizualnej i tekstowej.

MB: Jak zaczęła się Twoja przygoda z komiksem?
FP: Czytam je i rysuję, od kiedy byłem mały. To tak jak wszystkie dzieci, tyle że ja nigdy nie przestałem.

MB: A w jaki sposób rozpoczęła się Twoja kariera jako twórcy komiksów?
FP: Jeśli chodzi o moją „karierę”, to wszystko tak naprawdę zaczęło się, kiedy wygrałem pierwszą nagrodę dla młodych talentów na festiwalu w Sierre, w wieku 20 lat. Zrozumiałem wtedy, że było możliwe zostać zawodowym autorem komiksów. Zacząłem pracować jeszcze intensywniej, do dnia, kiedy z grupą kolegów założyliśmy [wydawnictwo] Atrabile. A potem pojawiło się szaleńcze współzawodnictwo.

MB: Czy zawód autora komiksów niezależnych jest trudny?
FP: To raj. To całkowita wolność, absolutna niezależność i w dodatku mogę pracować z ludźmi, których lubię. Wystarczy dużo pracować i nie mieć zbyt wysokiego poziomu życia. Nie mam samochodu ani telewizora, w czasie podróży nie zatrzymuję się w drogich hotelach. I dobrze się składa, bo to wszystko mnie nie interesuje.

MB: Jakie rodzaje komiksów, autorów czytasz? Jakich nie czytasz nigdy?
FP: Czytam komiksy, które opowiadają historie ludzkie i w których rozpoznaję osobisty styl autora, graficzny i tekstowy. Lubię być przenoszony do prywatnych wszechświatów. Nie czytam komiksów obliczonych na konsumpcję, pachnących déjà vu, manipulacją, seksizmem i powtarzających schematy filmów hollywoodzkich.

MB: Czy czytasz komiksy japońskie i amerykańskie? Co o nich sądzisz?
FP: Czytam ich bardzo niewiele, ale za to te dobre. Taniguchi, Tezuka, Myiasaki, Mazuchelli, Chris Ware. Lubię spokojną kontemplację relacji międzyludzkich.

MB: Czy według Ciebie wciąż są dzisiaj nośne dzieła klasyków takich jak np. Hergé?
FP: Oczywiście, szczególnie Hergé, tak jak Chaplin w kinie. Wszystko już tam jest, tyle że przykryte cienką warstwą kurzu.

MB: Jacy rysownicy komiksów, graficy, malarze są dla Ciebie źródłem inspiracji graficznej?
FP: Mnóstwo ludzi, lista byłaby zbyt długa.

MB: Podaj chociaż kilka nazwisk...
FP: Chris Ware, Blain, Sfar, Guibert, Mazuchelli, Hergé, Franquin, Taniguchi, Hitchcock, Kurosawa, Myiasaki, Van Gogh, Vermeer, Hopper, Warhol i mnóstwo znajomych rysowników z Genewy... Może być?

MB: Jaka jest Twoja opinia o mariażu między komiksem a komputerem na poziomie graficznym? Mam tutaj na myśli na przykład nakładanie kolorów przy pomocy komputera, tak dzisiaj popularne.
FP: Komputer to niebezpieczne narzędzie, gdyż łatwo robi wrażenie na użytkowniku. Bardzo szybko wydaje się być bardzo przydatny, ale rezultat jest często sztucznie przeładowany i szybko sie starzeje. Nie mam nic przeciwko komputerom, pozwalają szybko pracować, ale wolę kolory proste, jednolite, delikatne, przemyślane.

MB: Jak byś określił stosunek komiksu do sztuki współczesnej? Czy twórca komiksów jest artystą?
FP: Oczywiście, gdyż jest wolny. Komiks razem z muzyką to dziś chyba dyscypliny sztuki, gdzie jest się najbardziej wolnym, najbardziej oderwanym od presji finansowej.

MB: Czy masz czasami ochotę stworzyć komiks bardziej głównonurtowy?
FP: Pracuję teraz nad takim komiksem. Tworzenie w kolorze to sprawa delikatna, ale stymulująca, konieczność dostosowania się do pewnych kanonów, a zarazem zaciekłe trzymanie się swojej wizji. Jest to też sposób na zarobienie pieniędzy na projekty, które bez wątpienia sprzedadzą się słabiej.

MB: Czym jest dla Ciebie komiks?
FP: Drugą przyczyną mojej egzystencji, moim sposobem na odnalezienie racji, dla której tu jestem.

MB: Jak widzisz przyszłość komiksu w ogólności? Komiksu niezależnego?
FP: Nie mam pojęcia, to nie jest za bardzo moje pole refleksji. Przyjemnie jest pomarzyć, że będzie on zdobywał status coraz bardziej odrębny od kina czy literatury, które są często bardziej zesklerociałe i zduszone przez całą tę wielką maszynerię. Być może stanie się nowym rodzajem pisma, dostosowanym do naszego świata i bezpośrednio rozbudzającym wrażliwość ludzi.

MB: W Polsce komiks jest łączony (również przez fanów) z kulturą popularną. Co o tym sądzisz? Czy Niebieskie pigułki zaliczyłbyś do tej kategorii?
FP: Jeśli „popularną” znaczy „czytaną przez ludzi, którzy żyją, umierają, cierpią i śmieją się...”, to właśnie o to mi chodzi. Nie widzę w tym problemu. Tak jak już powiedziałem, staram się być przede wszystkim zaangażowany i szczery w tym, co robię, wkładać w to wymiar ludzki. Moja praca sama odnajdzie ludzi, których ma odnaleźć.

MB: Mówiąc „kultura popularna”, miałem na myśli sztukę bardziej prymitywną i nastawioną głównie na rozrywkę i zabawę.
FP: Nie rozumiem, dlaczego dobry komiks, głęboki, przemyślany i odrobinę nowatorski nie może być zabawny i rozrywkowy. Dla mnie, komiks z okrwawionymi monstrami i dziewczynami z nagimi piersiami jest dobry, jeśli jego lektura sprawia mi przyjemność, a zły, jeśli nie. Myślę, że wokół terminu „rozrywkowy” jest nieporozumienie. Filmy hollywoodzkie i komiksy o superbohaterach nudzą mnie śmiertelnie. No i tak przemyślałem Niebieskie pigułki, żeby nikogo nie zanudzić. A zatem...

MB: Nad czym aktualnie pracujesz?
FP: Nad stosunkowo nietypową serią science-fiction, pełną miłości, rozmyślań - kilka czarno-białych tomów po sto stron. Z Wazemem natomiast - nad serią w kolorze, która nazywa się Addidas, mais pas comme les chaussures (Adidas, ale nie jak buty).

MB: Jakie jest Twoje komiksowe marzenie jako autora? Czym byłoby Twoje opus magnum?
FP: Moim marzeniem autora komiksów jest móc wciąż odnajdywać tę samą przyjemność i ten sam głód nowych odkryć, aż rozum mnie opuści. Boję się, że utracę władzę w dłoniach lub oczach. Co do reszty, zobaczymy.

MB: Czy nie wykonałbyś autografu dla Lagafium?
FP: Jasne.

MB: Dziękuję za rozmowę.

Więcej o Frederiku Peetersie i jego twórczości możecie przeczytać tutaj. Zapraszamy.

Data utworzenia strony: 15 I 2003