Na Południu bez zmian

Wydawałoby się, że hrabstwo Craw to miejsce, do którego pies z kulawą nogą by nie zawędrował. Już w pierwszym kadrze Jason Aaron i Jason Latour pokazują, gdzie najlepszy przyjaciel człowieka ma wyobrażenie ludzi o tym, dokąd mógłby trafić. Defekuje między tablicami z nazwami trzech pobliskich kościołów i pozostawia po sobie odchody dorównujące rozmiarem kłopotom, w jakie wdepnie główny bohater.

Oś fabularna przypomina jedno z wcześniejszych dzieł Aarona (z gościnnymi występami Latoura jako rysownika) – Scalped (Skalp). Protagonista Bękartów z Południa podobnie jak Dashiell Zły Koń wraca w rodzinne strony, pragnie szybko załatwić swoje sprawy, po czym ponownie wyjechać i już nie wrócić. I tak samo jak Zły Koń musi zostać w znienawidzonym mieście dłużej, niż by sobie tego życzył. Gdy Earl Tubb opuszczał hrabstwo Craw, jego ojciec – jako stróż prawa – rządził twardą ręką i za pomocą jeszcze twardszego kija bejsbolowego. Po śmierci nielubianego, ale budzącego szacunek szeryfa nieformalną władzę sprawuje trener drużyny futbolowej Euless Boss. Ze względu na sukcesy odnoszone przez niego w sferze sportu mieszkańcy przymykają oko na rosnącą liczbę trupów w jego szafie i pod trybunami stadionowymi. Przybyszowi nie odpowiada taki stan rzeczy i zamierza zaprowadzić porządek. Wbrew sobie – jak rdzenny Amerykanin ze wspomnianego wcześniejszego komiksu scenarzysty – wpada w samo nakręcającą się spiralę przemocy i upadku.

Aaron snuje pulpową opowieść o twardzielu, ostatnim sprawiedliwym, pragnącym zaprowadzić pokój w zapomnianym przez Boga miejscu. Już sam tytuł wydania zbiorczego – Był to facet, co się zowie – zapowiada wejście do bezwzględnie męskiego świata. Nie ma tam miejsca dla kobiet. Płeć piękna rzadko gości w kadrach. Reprezentowana jest przez kelnerkę podającą żeberka w restauracji czy osobę (jej tożsamość odkrywamy na samym końcu), dla której Earl nagrywa wiadomości na poczcie głosowej. Zastępują one panele narracyjne; to z nich poznajemy jego uczucia, zamiary, myśli. Powoli i stopniowo odkrywamy jego przeszłość, przez którą jest definiowany. Będąc w wieku poborowym, wstąpił do armii, aby ryzykować życie w Wietnamie. W tamtych czasach poświęcenie dla ojczyzny nie było najbardziej popularną postawą wśród młodych ludzi. Autor wraca do tematu wojny na półwyspie Indochińskim. W jej czasie osadził akcję scenariusza mini serii sygnowanej znaczkiem Vertigo The Other Side (za rysunki odpowiadał Cameron Stewart). Konflikt zbrojny oraz jego wpływ na późniejsze życie żołnierza – chociaż pozornie stanowią jedynie ornament właściwej akcji – odgrywają znaczącą rolę w psychologizacji bohatera. Już sam fakt tego sposobu ucieczki z rodzinnego domu określa stosunek bohatera do ojca i miejsca, w którym dorastał. Chociaż krzyczy do nagrobka: „Nie jestem tobą słyszysz?! Nigdy nie prosiłem, aby być tobą!”, tak naprawdę ma z rodzicem więcej wspólnego, niż by sobie tego życzył. Oczyszcza miasteczko, ale jego motywacją jest chęć zaimponowania staruszkowi, chciałby, żeby ten był z niego dumny. Nie może odżegnać się od legendy szeryfa Tubba, dlatego chwyta kij pozostały po drzewie rosnącym nad jego grobem i rusza na spotkanie z Bossem. Na tę konfrontację czekamy niemalże jak na walkę Juliana z Changiem z Tylko Bóg wybacza wyreżyserowanego przez Nicolasa Windinga Refna. Postaci granej przez Ryana Goslinga potrzeba stanięcia w szranki z przeciwnikiem zostaje narzucona przez otoczenie i najbliższych, wymagających od niej dokonania zemsty. W przypadku omawianego komiksu potrzeba walki wynika z wychowania i wartości nabytych przez protagonistę w czasie dojrzewania.

Podobnie jak w przypadku filmu Duńczyka przemoc jest w komiksie estetyzowana. Latour podkreśla jej szaleństwo, kąpiąc nieraz całe kadry w intensywnej czerwieni i tym samym nadając opowieści surrealistycznego sznytu. Dzięki zabójczemu tempu brutalnych wydarzeń chwyta czytelnika za gardło i zaciska jego pięść aż do rozwiązania danej sytuacji. W swojej pracy odtwarza duszny klimat Południa Stanów Zjednoczonych, wywołując skrajne emocje u czytelników. Chęć trafienia do świata przedstawionego toczy w nich nieustanną walkę z chęcią ucieczki; fascynacja ustępuje miejsca nienawiści, i vice versa. Żeberka serwowane w lokalu antagonisty wyglądają tak apetycznie, że aż ślinka cieknie. Małe miasteczko w Alabamie opanowane przez tytułowych bękartów żyje własnym życiem. Rysownik przykłada wagę do detali: za sprawą napisów na murach, tabliczek informacyjnych i przypadkowych przechodniów zajętych swoimi sprawami zwiedzamy hrabstwo Craw razem z jego wszelkimi wdziękami i okropnościami. Jest to prawdziwe piekło na ziemi stworzone przez rednecków; jakbyśmy trafili do getta, gdzie możemy zarobić kulkę za niewłaściwe spojrzenie w stronę przypadkowej osoby. Pod względem czyhającego w każdym zakątku niebezpieczeństwa niewiele różni się od Preriowej Róży ze Scalped.

Zakończenie historii Dashiella znamy, ale czy Tubba czeka podobny los? Po lekturze pierwszych czterech zeszytów wiadomo, że lepiej nie snuć żadnych domysłów. Był to facet, co się zowie przenosi czytelnika do innego świata, osacza go ze wszystkich stron i długo nie pozwala na powrót do rzeczywistości. Dzięki wielowymiarowemu protagoniście i tajemnicy wokół jego przeciwnika kolejne strony przerzuca się z zapartym tchem. Dzieła dopełniają rysunki; raz pełne emocji, z intensywnymi barwami, a kiedy indziej wypłowiałe, zimne, analityczne. Jason Aaron i Jason Latour zrywają z mitami dotyczącymi życia w małych amerykańskich miasteczkach. Prezentują przemoc w sposób egzaltowany – w efekcie współczesne Południe Stanów Zjednoczonych przypomina w ich wizji Dziki Zachód opisany przez Cormaca McCarthy’ego w Krwawym południku. Scenarzysta jako jedną ze swoich inspiracji wymienia powieść Williama Faulknera Kiedy umieram. Nie będę jednak szukał paraleli, gdyż do prac noblisty mam sceptyczny stosunek i za Charlesem Bukowskim uważam go za „najbardziej wszawego krętacza wszechczasów”. A tego z pewnością nie mogę powiedzieć o autorach Bękartów z Południa. Drążą podejmowany temat coraz głębiej i balansują na granicy poetyki eksploatacji, co może nie odpowiadać słabszym psychicznie czytelnikom. Wypróżniający się na początku pies to jeden z najprzyjemniejszych widoków, jaki czeka sięgających po ten komiks. Pomimo tego ci, którzy przebrną przez lekturę do końca, pewnie jeszcze nie raz do niej powrócą.

Rafał Christ

Przykładowe plansze

O albumie

Bękarty z Południa, tom 1: Był to facet, co się zowie
scenariusz: Jason Aaron
rysunek: Jason Latour
tłumaczenie: Robert Lipski
128 stron, format: 170x260 mm
oprawa twarda
data wydania: grudzień 2015
wydawca: Mucha Comics
ISBN-13: 9788361319634

Do nabycia

muchacomics.com
sklep.gildia.pl
incal.com.pl
centrumkomiksu.pl
komikslandia.pl

Sugerowany zapis bibliograficzny recenzji

Christ, Rafał „Na Południu bez zmian”. Recenzje. Internetowy dodatek do „Zeszytów Komiksowych”. <http://www.zeszytykomiksowe.org/recenzja_bekarty>. 20 marca 2016.

 

Wróć do listy recenzji...

Data utworzenia strony: 20 III 2016
Ostatnia modyfikacja: 5 XII 2016