Panoptyczny zakład fabryczny

Jak powiedział kiedyś mądrze w jednym z wywiadów Zbigniew Herbert: „Nie lubię utopii. Bo zaczyna się od tego, że ktoś wymyśli sobie wyspę i tam cudowny ustrój jakiś panuje, a kończy się na obozach koncentracyjnych”. Nicolas Presl w Fabryce najpewniej nieświadomie zawarł Herbertowską myśl, co niestety oznacza, że żyjemy dziś w stanie zagrożenia, a komiks Francuza stanowi probierz społecznych nastrojów.

Młode krakowskie wydawnictwo Lokator uruchomiło niedawno nową serię wydawniczą - tak zwaną Melancholiczną - i właśnie w jej ramach w kwietniu br. wypuściło na rynek Fabrykę francuskiego komiksiarza Nicolasa Presla (w zapowiedziach jest jeszcze Boska Kolonia tegoż autora). Premiera tomu miała miejsce na 4. edycji Międzynarodowego Festiwalu Kultury Komiksowej LIGATURA w Poznaniu.

Informacji o Preslu próżno szukać na polskich stronach internetowych. Autor nie zadomowił się jeszcze w świadomości polskiego odbiorcy (celowo piszę „odbiorcy”, a nie „czytelnika”, ale o tym za chwilę). Wydawca na swym facebookowym profilu donosi między innymi, że Presl urodził się w Wandei (zachodnia Francja) w 1976 roku oraz że po krótkiej karierze kamieniarza (sic!) poświęcił się rysowaniu komiksów. Zaskakuje nieco informacja o kamieniarskim rodowodzie, podobnie jak zaskakuje, po otwarciu kart Fabryki, fakt, iż Presl zdecydował się na narrację całkowicie pozbawioną tekstu. Kuriozum: Fabrykę wyłącznie oglądamy. I gdy zaczynamy oglądanie, włączamy się jednocześnie w zainicjowane przez Wandejczyka liczne gry intertekstualne - pełno tu bowiem nawiązań do dorobku kultury nowoczesnej.

Na pierwszej czarno-białej (bo w tej stylistyce utrzymany jest cały tom) karcie - wielka fabryka, przed którą mrowią się malutkie ludzkie kropeczki. Na myśl od razu przychodzi tu słynne filmowe Metropolis Fritza Langa, a także okładka (autorstwa zmarłego niedawno Storma Thorgersona) konceptalbumu Animals grupy Pink Floyd, odnoszącego się po części do Folwarku zwierzęcego George’a Orwella. Preslowska fabryka nawiązuje bowiem architektonicznie do elektrowni Battersea ukazanej na Floydowskiej obwolucie z 1977 roku.

Na kolejnych stronach poznajemy głównego, bezimiennego bohatera - zwykłego, szarego, zgrzebnego człowieka. Mógłby być na przykład kamieniarzem, ale pracuje w tytułowej fabryce. Fabryce bomb... Po chwili przychodzą kolejne skojarzenia - tym razem z malarstwem. Bohater jest bowiem częścią świata ujmowanego w cézanne’owskiej perspektywie - czyli „łapanej” z wielu punktów widzenia jednocześnie. Wnętrza w Fabryce mogłyby być schizofrenicznym pokojem Vincenta van Gogha w Arles, ale w połączeniu z lekko trwożnymi, karykaturalnymi postaciami - światu przedstawionemu w tomie Presla najbliżej jest chyba do Nowej Rzeczywistości niemieckiego malarza George’a Grosza (który wyrósł zresztą z cézanne’owsko-vangoghowskiej tradycji).

Nowa Rzeczywistość... Nowy wspaniały świat... Bardzo szybko w trakcie oglądania Preslowskiej Fabryki przychodzą też skojarzenia z literacką antyutopią. Nawiązanie do 451 stopni Fahrenheita Raya Bradbury’ego jest tu jawne: na ulicach strażnicy nowego porządku palą stosy książek dostarczanych im potulnie przez mieszkańców fabrycznego miasta. Podobny los spotyka instrumenty muzyczne. Co razem przywodzi mi na myśl refren utworu „Mr. Underground” rapera z innego, tym razem rzeczywistego, fabrycznego miasta - Łodzi - Zeusa: „Gdy już tępe społeczeństwo da się zakuć w dyby / I zaczną palić książki, i zaczną łamać płyty, / Tacy jak my będą żyć gdzieś tam pod powierzchnią / Tłocząc jak żyły spod ulicy dawne człowieczeństwo”.

I właśnie niejako pod powierzchnią - w ciemnym środku jednej z wielkich fabrycznych maszyn o numerze 171 (ach, te numerki, THX 1138 itd...) - ukrywa nasz główny bohater małego chłopca uratowanego z łapanki. Kogo wyłapuje się w tej Nowej Rzeczywistości? Ludzi sześciopalczastych - muzyków, księgarzy - wszystkich artystów i intelektualistów. A więc - w tym konkretnym świecie - Innych. Ludzie ci mają na palcach tatuaże z rzymskimi cyframi - od kciuka do małego palca odpowiednio od „I” do „VI”... Numerki wytatuowane na ciele - przypadek? Nie sądzę. Paralela z Holokaustem jest tu klarowna - Fabryka Presla jest zarówno podzwonnym po Zagładzie, jak i biciem na alarm w dzwon historii. Zresztą taki też trop podejmuje w blurbie Grzegorz Jankowicz, przywołując poniższe zdarzenie:

„W jednym z tekstów o nazistowskich obozach zagłady Primo Levi opowiada o wizycie w szkole, do której został zaproszony jako prelegent. Miał opowiedzieć o traumie Holokaustu, dać wyobrażenie o piekle, którego doświadczali więźniowie. Pod koniec lekcji jeden z uczniów poprosił Leviego, by na tablicy narysował plan obozu. Gdy rysunek był gotowy, chłopiec podszedł do pisarza i powiedział, że teraz pokaże mu, jak można było stamtąd uciec. Komentując to zdarzenie, Levi mówi, że tym, co przeraża, nie jest jedynie naiwność dziecka, lecz pogłębiający się brak wyobraźni, powszechna dziś przypadłość polegająca na niemożności wczucia się w sytuację ofiar. Przepaść między przeszłością a teraźniejszością, między ofiarami a następnymi pokoleniami, musi zostać zasypana. Fabryka Nicolasa Presla jest pomostem, po którym możemy przejść na tamtą stronę”.

Główny bohater Fabryki jest więc po części odpowiednikiem jednego z tych ludzi, którzy kiedyś, w czasach Zagłady, bezinteresownie ratowali Żydów. Jest też z drugiej strony w tomie Presla jakiś niewidoczny dyktator, jakiś wszechobecny antyutopijny Wielki Brat, który non stop patrzy, lecz my sami (podobnie jak bohaterowie Fabryki) go nie widzimy - niczym więźniowie zamknięci w Benthamowskim Panoptikonie. Niezwykle ciekawie wypada w tym kontekście zabieg Presla, wywołujący u odbiorcy efekt pareidolii - każda śrubka, jakich w tytułowej fabryce jest bez liku, jak też wiele innych elementów nieożywionych świata przedstawionego w Fabryce przypomina otwarte, a więc patrzące oko.

I dzięki temu wszystkiemu Fabryka Presla jednocześnie zachwyca, przeraża i trzyma w napięciu aż do samego końca, którego oczywiście nie zdradzę, bo to byłby straszliwy spoiler.

Jak powiedział kiedyś mądrze w jednym z wywiadów Zbigniew Herbert: „Nie lubię utopii. Bo zaczyna się od tego, że ktoś wymyśli sobie wyspę i tam cudowny ustrój jakiś panuje, a kończy się na obozach koncentracyjnych”. Nicolas Presl w Fabryce najpewniej nieświadomie zawarł Herbertowską myśl, co niestety oznacza, że żyjemy dziś w stanie zagrożenia, a komiks Francuza stanowi probierz społecznych nastrojów. W erze odradzających się i zacieśniających swe szeregi narodowych ugrupowań szczególnie warto pamiętać Przesłanie Pana Cogito, opowieść „Mr. Underground”, Nicolasa Presla, pisarzy antyutopistów et consortes.

Emilia Walczak

Przykładowe plansze

O albumie

Fabryka
scenariusz i rysunki: Nicolas Presl
192 strony, format 17 x 24 cm
oprawa miękka, środek czarno-biały
data wydania: kwiecień 2013
wydawca: Lokator
ISBN-13: 978-83-63056-02-5

Do nabycia

lokatormedia.pl
picturebook.pl
imago.com.pl
incal.com.pl
sklep.gildia.pl

Sugerowany zapis bibliograficzny recenzji

Walczak, Emilia. „Panoptyczny zakład fabryczny”. Recenzje. Internetowy dodatek do „Zeszytów Komiksowych”. <http://www.zeszytykomiksowe.org/recenzja_fabryka>. 12 maja 2013.

 

Wróć do listy recenzji...

Data utworzenia strony: 12 V 2013
Ostatnia modyfikacja: 5 XII 2016