Życie w ujęciach

„Reportaż to mnóstwo czekania”, mówi tytułowy bohater Fotografa, Didier Lefèvre. To czujne odławianie drogocennych „scen z życia” ze strumienia powszedniości. Podpisany przez trzech autorów album samym swym zaistnieniem przypomina o oczekiwaniu - na opowiedzenie historii, znacznie dłuższej niż ułamkowe sześć z czterech tysięcy klisz, jakie udało się opublikować Didierowi po powrocie z Afganistanu w 1986 roku. Fotograf powstał jako fotoreportaż utrwalający obserwacje afgańskiej codzienności, uzupełniony o rysunkową dokumentację chwil, które są czekaniem na „właściwą” opowieść. I w jednych, i w drugich zawarł się pokaźny kawałek ludzkiego życia.

Zapamiętałem foto-graficzne - bo komponowane ze zdjęć i rysunków - plansze Fotografa z filmu Komiksy idą na wojnę (2009) Marka Danielsa. W dyskusji o komiksowym reportażu, w której prym wiódł koryfeusz gatunku Joe Sacco, uwagę przykuwała historia fotografa wynajętego do udokumentowania misji humanitarnej Lekarzy bez Granic w Afganistanie podczas konfliktu zbrojnego ze Związkiem Radzieckim. Kiedy indziej przewinęła mi się przez ręce anglojęzyczna wersja komiksu La guerre d’Alan (Wojna Alana). Fabuła pamiętnika, również opowiadana techniką wizualnej krzyżówki fotograficzno-obrazowej (choć dwumedialność tę, atrakcyjną dla oka, zrealizowano bardziej naskórkowo niż w Fotografie), to kolejny przypadek, gdy Emmanuel Guibert pośredniczy w komunikacji między świadkiem wojny a czytelnikami. Żadne prelekturowe wprawki nie były w stanie przygotować mnie jednak na lawinę emocji wywołanych lekturą Fotografa - imponującej pod każdym względem, także edytorskim, publikacji Wydawnictwa Komiksowego. Dzieła trzech artystów - Didiera Lefèvre’a, Emmanuela Guiberta i Frédérika Lemerciera - mówiących jednym głosem, zaskakująco mocnym, klarownym i szczerym.

W trzech odsłonach opowieści - wędrówce Didiera z karawaną, pobycie w improwizowanym szpitalu Lekarzy bez Granic i samotnym powrocie przez zdradliwie afgańskie ugory - widać, jak w „fotosubiektywie” Lefèvre’a zaznacza się czułość dla obserwowanego świata. Snuta przez autora opowieść nie wyczerpuje się w ewidencjonowaniu obcych zwyczajów, w niby-antropologicznych zestawieniach kulturowych różnic czy w kunsztownej dziennikarskiej paradzie, odbywanej za kulisami wojennego niepokoju. Światłoczułość kliszy aparatu fotograficznego, a przez ekstensję - „kliszy” komiksowej stronicy, pozwala rejestrować zarówno przejmującą relację Afgańczyków z dziećmi, artystycznie uchwyconą fotogenię narowistych koni, jak i detale medycznych zabiegów. Pomimo namacalnej obecności grozy i śladów okrucieństwa spojrzenie fotografa zmaga się z obrazem „możliwego afgańskiego raju”. Oko przybysza, uzbrojone w szkło obiektywu, a wraz z nim oko czytelnika, wśród kurzu, pustyni i skał wypatruje idylli nieskażonej wojną.

Są w Fotografie kadry, które odtwarzają dawno wygasłe uśmiechy, i takie, które noszą żałobę. Popielate zdjęcia rozgłośniają ból rannych. Płacz - ostatecznie także płacz głównego bohatera - to język, którego gramatyka, odporna na pulsowania czasu i różnicę miar geograficznych, czerpana jest z materii życia.

Warstwa wizualna komiksu określona jest przez stężenie konkretu - przedstawienie nieprzefiltrowane rysunkiem (zdjęcie) wydaje się, w perspektywie całości opowieści, jeszcze bardziej skoncentrowane za sprawą kreski Guiberta. W geometrii plansz regularnie pojawia się kontrolowany rozgardiasz - pojedynczym kadrom-szrapnelom, oderwanym od większej całości, towarzyszą zbitki sekwencyjne, stykówki bezceremonialnie wybiegają poza brzegi kartek. Autorzy łamią ekwiwalencję kadru komiksowego i fotograficznego. Przestrzeń strony przechowuje materialność klisz, skreśleń, wyróżnień. Spójność wizualnej narracji, przełączającej się między biało-czarnymi zdjęciami i barwną grafiką, zapewnia współkreująca przestrzeń, „pustynna” paleta barw. Afganistan ma kolor ziemisty, rdzawobrunatny i żółtawoszary, nakryty domieszką spłowiałego, trwałego „kamuflażu” khaki.

Podoba mi się gotowość Fotografa na przeciąganie jego treści przez magiel interpretacji stricte literackich. Nietrudno dostrzec, że przedstawiona historia, podpisana takim, a nie innym tytułem, nie dotyczy tylko sprawozdań z „innego świata”. W pierwszej kolejności opowiada o Lefèvrze. Od momentu pakistańskiego, w którym obiektyw aparatu wycelowany zostaje w lustrzane odbicie fotografa, po ostatni autoportret - mamy do czynienia z narracją tożsamościową. W reportażowej Modlitwie o deszcz (Warszawa 2007) Wojciech Jagielski akcentuje wątek samoidentyfikacji następująco: „Dla przybysza podróż do Afganistanu może być uzdrawiającą ablucją, oczyszczającym deszczem. Ucieczką, tęsknotą, rozrachunkiem, mocnym postanowieniem. My wszyscy, którzy podróżowaliśmy do Afganistanu po kilkanaście razy, zachowywaliśmy się trochę jak nieuleczalni narkomani, ulegający pokusie i jednocześnie wierzący, że właśnie w niej odnajdą dla siebie ratunek” (s. 82). Dla głównego bohatera, jak sam przyznaje Lefèvre, robienie zdjęć stanowi warunek i gwarant egzystencji. To nie przypadek, że aranżacje poszczególnych scen każą czytelnikowi kojarzyć afgański fetysz broni z Didierową obsesją fotografowania. Gubienie kolejnych części aparatu przebiega równolegle do utraty części ciała przez afgańskich cywilów. Profesja fotografika przekracza progi osobistych ambicji. Zmierza w kierunku ponawianych kolejnymi ujęciami aktów upewniania się o własnym istnieniu. Robienie zdjęć odbywa się bowiem w miejscu panowania kulturowej „wielkiej niewiadomej”, gdzie należy się przedstawiać nieswoim imieniem i ukrywać przekonania religijne. Plansze Fotografa zaludniają bohaterowie, którzy domagają się uwagi czytelnika. Także ci drugoplanowi, szczególnie Juliette - nawet słabszy występ szefowej misji, kiedy „rezonersko” przestrzega Didiera przed trudem samotnej podróży, tłumaczy się jej charakterem. Frapująca postać.

Tylko w jednym momencie wezbrała we mnie chęć urządzenia Fotografowi półgwałtownej defenestracji. Trafiwszy na stopklatkę, przedstawiającą szesnastolatka z makabrycznie poranioną twarzą, nawet czytelnik nieznający uwag Susan Sontag z książki Widok cudzego cierpienia musi zadać sobie pytanie: czy to aby właściwa terapia szokowa? Stajemy oko w oko z terrorem widzialnego, brutalną wizualizacją bólu, kondensacją męki - siłą rzeczy oddani kontemplacji. Rozumiem, autorzy nie czynią z tej fotografii uniwersalnej alegorii zła, odsuwającej realność przemocy, jak pisała Sontag, na dystans retoryki „ofiary wojny”. Dowiadujemy się o losach Amrullaha na tyle dużo, by rozproszyć działanie mechanizmów anonimowości. Rozumiem też, że w antywojennym lamencie nie można usypiać dramatów świata. Ale pozostają pytania ogólniejsze: jak Fotograf - a z nim czytelnik - zagarnia afgańską przestrzeń? Czy bierze ją w posiadanie? Czy i jak łagodzi lęk?

Moment jeszcze jednego „czekania” Lefèvre’a - na śmierć na groźnym afgańskim pustkowiu - dorysowuje Guibert, bezbłędnie chwytając syndromy wycieńczenia organizmu podróżnika, mgnienie obłędu, desperacji, rozpaczy, trwogi. Nie zginął, zdążył opowiedzieć swoją historię. Kolejną z poruszających relacji demityzujących wojnę. Jeszcze jedno ujęcie tragedii. Uznawszy sprawczość języka, chyba najwyższy czas, by mówiąc o gatunkach wojennych, z całą stanowczością upierać się przy nazwie reportażu ANTYwojennego. Mesdames et Messieurs, le Photographe.

Damian Kaja

Przykładowe plansze

O albumie

Fotograf
scenariusz: Didier Lefèvre i Emmanuel Guibert
rysunek: Emmanuel Guibert
zdjęcia: Didier Lefèvre
kolor: Emmanuel Guibert i Frédéric Lemercier
tłumaczenie: Wojciech Birek
288 stron, format: 230 x 300 mm
oprawa twarda z obwolutą
data wydania: 2013
wydawca: Wydawnictwo Komiksowe
ISBN-13: 978-83-936037-7-0

Do nabycia

sklep.gildia.pl
picturebook.pl
incal.com.pl
imago.com.pl
komikslandia.pl
fankomiks.pl
albertus.pl

Sugerowany zapis bibliograficzny recenzji

Kaja, Damian „Życie w ujęciach”. Recenzje. Internetowy dodatek do „Zeszytów Komiksowych”. <http://www.zeszytykomiksowe.org/recenzja_fotograf>. 10 stycznia 2014.

 

Wróć do listy recenzji...

Data utworzenia strony: 10 I 2014
Ostatnia modyfikacja: 5 XII 2016