Z Fugazi dobiega jednostajna muzyka

„Komiks Marcina Podolca na podstawie wspomnień Waldemara Czapskiego, założyciela Fugazi Music Club” głosi okładka najnowszej pracy autora m.in. komiksów Ser-ce, Kapitan Sheer, Czasem i Wszystko zajęte. Okładkowa informacja o autorstwie oraz współautorstwie płynnie przechodzi w tytuł tego ponad dwustustronicowego albumu - Fugazi Music Club. Oprócz opowieści komiksowej zawiera on również zdjęcia koncertowe i klubowe, reprodukcje plakatów koncertowych oraz informacje o architekcie budynku kina W-Z (Mieczysław Piprek), w którym Fugazi Music Club działał.

Jest to opowieść zupełnie inna niż wszystko, czym Marcin Podolec się w komiksie do tej pory zajmował. Ani poradnik, ani filozoficzne obserwacje szczurów, ani krwawy dramat rodzinny, ani rodzinna opowieść o skomplikowanym młodym dorosłym życiu. Jest to komiks fabularny ocalający od zapomnienia Mekkę spragnionej zabawy młodzieży w roku 1992, tytułowy klub muzyczny Fugazi. Chwilę po zmianie kursu państwa i upadku jedynej słusznej ideologii w realia polskie wkroczył kapitalizm, z którym różnie sobie dawano radę. Młodzi ludzie szukali przede wszystkim kolorowego życia, koncertowych emocji, integracji, wolności, na które w końcu im pozwolono. Komiks o Fugazi ma w dużej mierze charakter dokumentalny, archiwizuje wspomnienia jednego z założycieli muzycznego klubu. Klubu, który stał się przestrzenią spotkań oraz miejscem koncertów wielu sław polskiej sceny muzycznej (i nie tylko). Według słów Roberta Brylewskiego był to „zenit frywolki tamtych czasów”. W podobnym tonie o klubie wypowiadają się dziennikarze, filmowcy i inni muzycy, którzy brali udział w wydarzeniach w nim organizowanych.

Klamrą narracyjną, która spaja komiks, jest otwierająca album scena enigmatycznej rozmowy trzech przyjaciół, której treść wyjaśnia się stopniowo podczas rozwoju retrospektywnej w stosunku do niej akcji głównej komiksu, to jest opowieści o założeniu i działaniu klubu. W momencie narracyjnym, kiedy ponownie docieramy do tej sceny, domyślamy się już, czego konkretnie ta rozmowa z początku dotyczy i stajemy się świadomymi jej uczestnikami. Po wyjaśnieniu, następuje epilog, kilka scenek pod tytułem „po zwinięciu interesu”. Świetnym metaforycznym zabiegiem narracyjnym jest sekwencja, w której jeden z bohaterów zwiesza się z balkonu, stopniowo rozluźnia palce zaciśnięte na barierce i zaczyna spadać. Sekwencja ta jest poszatkowana, jej kolejne kadry są porozrzucane, przedzielone stronami, na których śledzimy zagęszczającą się akcję. Kolejne kadry tej sekwencji spadania stopniują napięcie. I choć bohater na nich ukazany wspomina o dopuszczaniu się praktyk zwieszania z barierki balkonu w jednym z dialogów z przyjaciółmi, to ewidentnie te przebitki mają na celu zobrazowanie stanu jego ducha, a nie konkretnego wydarzenia. Przypomina to trochę żart opowiadany przez jedną z postaci znakomitego filmu Nienawiść (1995, reż. Mathieu Kassovitz). Żart jest o człowieku, który spada z wysokiego budynku i powtarza sobie „na razie nie jest aż tak źle, na razie nie jest aż tak źle. Ale nie chodzi o to jak spadasz, tylko jak lądujesz”. Bardzo dobrze sprawdzają się również całe czarne plansze z jedną ramką narracyjną lub bez żadnego elementu. Nakazują koncentrację na treści lub chwilę wyciszenia, tonując napięcie. Te trzy zabiegi należą w komiksie Marcina Podolca do najbardziej udanych i pokazują, że panuje on bardzo dobrze nad prowadzeniem narracji. Co do tego jednak wątpliwości nie ma już od czasu autorskiego Wszystko zajęte ani powstałego we współpracy z Grzegorzem Januszem albumu Czasem.

Fugazi stawia sobie za cel opowiedzenie historii bardzo ciekawego klubu, przypomnienia fenomenu oraz miejsca wielu niezwykłych zdarzeń (w celu poznania ich wszystkich wystarczy zajrzeć do blurpa, którym wydawnictwo kultura gniewu reklamuje komiks). Wspomnienia Waldemara Czapskiego, które stanowiły dla Marcina Podolca punkt wyjścia do napisania scenariusza, są barwne i mają przede wszystkim sentymentalną wartość dla bywalców Fugazi Music Club. Zdarzenia pokazane w komiksie znakomicie przedstawiają konfrontację młodzieńczych marzeń z nową rzeczywistością, która daje wiele możliwości (założenie własnego klubu), ale i niesie ze sobą ogromne zagrożenia (podejrzani biznesmeni).

Mimo operowania dojrzałym językiem komiksowym i znakomitego tematu, zdawałoby się samograja, Fugazi Music Club nie jest projektem w stu procentach udanym. Dość powiedzieć, że wszystko co najciekawsze w komiksie i w całej tej historii znajdziecie w blurpie. Przerysowanie czyichś wspomnień i ubranie ich w komiks nie okazuje się realizacją porywającą. W żaden sposób owe fascynujące historie związane z klubem nie są fascynująco odwzorowane. Ciężko zachwycać się dosyć zimno i jednostajnie prowadzoną opowieścią, którą gaszą dodatkowo kolory, a w zasadzie jeden, siny kolor położony na szkice Marcina Podolca. Opowieść i zastosowany w niej styl graficzny nie tworzą satysfakcjonującej jedności. Obok świetnych pomysłów na kompozycję stron (np. s. 11, sekwencja od s. 77 do s. 79) pojawiają się plansze dosyć nieprzemyślane, zgrzytające (s. 124 - w założeniu mamy zobaczyć tutaj tłum ludzi, którzy dotarli na koncert w Fugazi, a widzimy w środkowym fragmencie planszy zaledwie dwanaście sylwetek). Obok znakomitych kadrów (wejście do kina na s. 42, koncert na s. 159), mamy w większości kadry z pustym tłem. Wydaje się, że opcja dodania sinego koloru w całości opowieści nie niesie dodatkowego znaczenia, maskuje tylko momentami puste tła i rysunek, który mógł z powodzeniem pozostać zamknięty w szkicowniku.

Fugazi miał być komiksem stworzonym na zamówienie wielkiego przeglądu muzycznego pt. Fugazi Festiwal. Był on planowany w Warszawie na wrzesień 2013 r., ale po protestach fundacji na rzecz ciszy w mieście z dofinansowania wycofało się Miasto Stołeczne Warszawa, potem kolejni sponsorzy i w końcu festiwal się nie odbył. Nie jest to pocieszająca klamra rzeczywistości, którą spięte zostało fiasko festiwalu i klubu, raczej złośliwy chichot historii. Szkoda, że do serii tych upadków dołączył bardzo przeciętny komiks (pod prowokującym nawet mocniejsze słowa tytułem) bardzo utalentowanego autora. Nie ten temat, nie taka koncepcja. Fugazi przypomina pod wieloma względami równie nieudaną próbę Szawła Płóciennika i Sławka Gołaszewskiego z Moją terapią - świetna historia opowiedziana bez polotu.

Jakub Jankowski (członek redakcji komiksowej Poltergeista)

Przykładowe plansze

O albumie

Fugazi Music Club
scenariusz i rysunki: Marcin Podolec
240 stron, format 165 x 230 mm
oprawa miękka, druk dwukolorowy
data wydania: wrzesień 2013
wydawca: Kultura Gniewu
ISBN 978-83-60915-85-1

Do nabycia

kultura gniewu - sklep
picturebook.pl
incal.com.pl
imago.com.pl
sklep.gildia.pl
komikslandia.pl
komiksiarnia.pl
fankomiks.pl
albertus.pl

Sugerowany zapis bibliograficzny recenzji

Jankowski, Jakub „Z Fugazi dobiega jednostajna muzyka”. Recenzje. Internetowy dodatek do „Zeszytów Komiksowych”. <http://www.zeszytykomiksowe.org/recenzja_fugazi>. 7 grudnia 2013.

 

Wróć do listy recenzji...

Data utworzenia strony: 7 XII 2013
Ostatnia modyfikacja: 5 XII 2016