Szalom Kitty

Rabin ma kota. Kot ma poglądy. Tak można zaanonsować fabularny elementarz komiksowego pięcioksięgu Joanna Sfara, opublikowanego w zbiorczym albumie przez Wydawnictwo Komiksowe. Zgodnie z ludowym porzekadłem, „gadałby kotek, ale język krotek”. Ale kot rabina rzeczywiście mówi. A kiedy zaczyna, prawdy w jego słowach tyle, co kot napłakał. Im więcej jednak wypowiada się o ludziach, życiu czy judaizmie, a przeciw wszelkiemu dogmatyzmowi myślenia - tym bardziej rysunkowe kadry Kota rabina rozświetla pogodna, filozoficzna mądrość, zdrowe, egzystencjalne powątpiewanie, a wreszcie nieposkromiony optymizm. Bajkowy, czyli prawdziwy.

Nie jest zresztą tak, że kot tylko mądrzy się na głos. Czasem po prostu obserwuje. Innym razem komentuje. W rękach Joanna Sfara bezimienny towarzysz rabina staje się albo pełnoprawną postacią, albo narracyjnym narzędziem. Czasem protagonistą, innym razem bohaterem drugiego planu. Wydawać by się mogło, że Bar Micwa, tom opublikowany kilka lat temu w Polsce przez Post, wskazuje na filozoficzną orientację autora. W znanym już także nad Wisłą drugim odcinku opowieści, Malce Lwim Królu, brzmienie snutej przez Sfara historii wzbogaca się jednak o kontekst rodzinny, społeczny. Twórca uderza nawet w tony romantyczne, kiedy to Zlabia, córka rabina Abrahama, postanawia, ku rozczarowaniu elokwentnego mruczka, wyjść za mąż (tego się nie robi kotu). W międzyczasie, w 2011 r., zdążył się pojawić film animowany oparty na dwóch pierwszych oraz piątej księdze francuskiego komiksu. Nowe, kompletne wydanie Kota rabina tylko utwierdza w przekonaniu, że zamiast sporządzania wielkiej narracji Sfar woli nawigować po archipelagu fabularnych epizodów. Przedstawianych bystrzee, błyskotliwie i z humorem.

Warto na wstępie zaznaczyć, że niezawodnym spoiwem poszczególnych części jest charakterystyczna grafika i kolory Brigitte Findakly. Chociaż opowieść Sfara o społeczności żydowskiej w Algierii tematycznie wymierzona jest w ortodoksję (religijną, ale też myślenia o świecie i człowieku w ogóle), warstwa artystyczna Kota rabina wydaje się na wskroś tradycyjna, domknięta restrykcyjną formułą komiksowej stronicy. Francuski autor narzuca sobie narracyjne pensum w formie sześciopanelowej siatki o lekko zwichrzonej geometrii. W jej granicach rozciąga się uroda szkicowej kreski Sfara. Najczęściej bazgrołkowato-kapryśnej, gęstej, delikatnie kładzionej na stronie, czasem usztywnianej grubszymi pociągnięciami flamastra. Na pierwszy rzut oka to skoroszyt nieregularności, pochwała artystycznej swobody, kontra dla cyzelatorstwa. Ale w przemyślanym, miękko-włóknistym kreskowaniu autora Klezmerów tli się iskra życia, animująca jego barwne postacie i (zazwyczaj) płynnie poruszająca machiną zdarzeń.

Jako pisarz Sfar ujmuje mnie stylem tyleż indywidualnym, co fanaberyjnym, afirmującym twórczą wolność. Swobodnie piętrząc fabularne epizody, nie poddaje się presji dramaturgicznej trójaktowości, dyktatowi scenariuszowych proporcji. Pozwala historii się toczyć, a bohaterom działać. Jeśli potrzebuje większego naczynia dla swej opowieści, rozdmuchuje objętość ostatniego tomiszcza niemal dwukrotnie. I tak, tom pierwszy łączy powagę dialogicznego traktatu religijnego z krotochwilą zwierzęcej bajki. Łączy nie dlatego, że autor majstruje przy DNA literackich gatunków, by wznosić laboratoria wypełnione atrakcjami narracyjnych hybryd (namiastkę tego typu zabiegów intertekstualnych stanowi aluzja do komiksów o Tintinie w tomie piątym, bardziej efektowna niż dekonstruująca sznyt bohatera Hergé). Łączy, bo służy opowieści, bo wyrasta z wrażliwości twórcy. U Sfara rzecz zaczyna się od bufetu: kot konsumuje papugę. W efekcie zyskuje dar mowy i prowadzi uczone dysputy, w których inteligencja, dociekliwość i zdrowy rozsądek rozbrajają sztywną erudycję starszego rabina, mistrza jego pana. Natura pisma zderza się z dynamiką żywego słowa: pod adresem zapisanego żydowskiego prawa zgłaszane są dziesiątki pytań, które nurtują nowoczesnych everymenów, chcących sprostać wymogom religijnej tradycji, a przy tym żyć własnym życiem, w zgodzie z duchem czasów. Starając się legitymizować swoją żydowskość, mówiące zwierzę udowadnia uczonym w piśmie, że przyjmowanie doktryny nie powinno przypominać kupowania kota w worku. To, co żywe w religii, zawiera się w wierze, a więc w pytaniach, wątpliwościach, rozdrażnieniach, nieoczywistościach. Z drugiej strony - zdaje się mówić Sfar w części pierwszej swojego utworu, spoglądając przychylnie i na niewidomego kabalistę, i na wewnętrznie rozdartego młodego adepta nauk talmudycznych - instytucjonalne powszednienie religijnego nauczania wcale nie odbiera wielowiekowej żydowskiej tradycji wzniosłości czy wartości integracyjnej, kluczowej dla funkcjonowania diaspory.

Kot Sfara szybko zrzuca kostium światłego, sokratejskiego interlokutora, który w imię zachodniej mentalności Logosu (co wytyka mu rabin) podważa rygor judaistycznego dyskursu. Pupil rabina to postać proteuszowa: mówi w języku ludzi, ale także zwierząt, potrafi być hojny, współczujący, wyrozumiały, taktowny, ale też podstępny, zazdrosny, samolubny. Francuski twórca zaczyna swą opowieść od wysokiego C, ale potem pozwala tak sobie, jak i swojemu kociemu bohaterowi na ożywczą zmianę dykcji. W Wygnaniu, księdze trzeciej, wokalnie uzdolniony siostrzeniec rabina, Rebibo, okazuje się zarabiać na życie, śpiewając przaśne piosenki na paryskich ulicach. Mimo zderzenia dwóch różnych światów Sfarowi udaje się pogodzić aurę obcego, pociętego strugami deszczu „nowoczesnego” Paryża z obrazem „domowej” prostoty słonecznej Afryki, jaki przywożą ze sobą do Europy Zlabia i jej ojciec. W Raju na ziemi narracja skupia się na Malce, Lwim Królu znanym z części drugiej. Na poły legendarny pustynny coseur i kobieciarz przedstawiony zostaje - w bodaj najsprawniej skonstruowanej przez Sfara noweli, doskonale operującej tempem opowieści w poszczególnych, zwodzących czytelnika kadrach - jako indywidualista zmagający się z własnym mitem. Sceny Afrykańskiej Jerozolimy przenika natomiast wizja utopii, która obnaża swoją niemożliwość. Konflikty narodowe, rasowe czy religijne mają tendencję do odradzania się bez względu na szerokość geograficzną czy potęgę bajkowej narracji. Czasami więc dar milczenia jest większym bogactwem niż dar mowy. W mowie, w opowieści o kocie rabina, trwać ma co innego: dzieje dialogu, porozumienia. Fabuła Sfara to lekcja tolerancji rozumianej jako trud koegzystencji, a nie patriarchalny gest przyznania inności prawa do istnienia. Zaplątanie języków, kultur i przekonań, jakie towarzyszy komiksowemu korowodowi Żydów i Arabów, młodych i starych, ludzi i zwierząt, chociaż przedstawiane konfrontacyjnie, ma jednak wydźwięk budujący.

W panoramicznym (w relacji do kameralnej Bar Micwy) powrocie do tematów najpoważniejszych i najambitniejszych w finałowej księdze Kota rabina Sfar raz jeszcze powołuje do życia barwnych bohaterów, jak młody malarz, uciekinier z rewolucyjnej Rosji, czy sybaryta i awanturnik Wastenow. Poszatkowana narracja przyspiesza jednak i zwalnia w konwulsyjnym rytmie, gubiąc literacki kunszt tomu poprzedniego. Jakby Sfar chciał pomieścić w niej zbyt wiele - i zdarzeń, i problemów, przez co niektóre partie fabuły, jak historia Zlabii, zostają porzucone. Osierocenie postaci musiał zresztą odczuwać sam autor, o czym przekonuje swoista korekta fikcyjnego życiorysu córki rabina w ostatnich scenach pełnometrażowej animacji, swoją drogą wartej polecenia.

Wyprawa do Algieru z pierwszych dekad ubiegłego wieku jest fascynująca nie tylko jako odtwarzanie minionego świata, ale także ze względu na osnowę autobiograficzną. Fikcjonalnie dookreśloną genealogię Sfarów z Kota rabina czytać można bowiem jako uszczegóławianie przez twórcę własnej metryki. Zaplatanie treści tożsamościowych odbywa się jednak subtelnie, jakby mowa najbardziej osobista, ważna choć wyciszona, ledwo odrywała się od autora w kierunku publiczności. Dlatego dla czytelników chcących oddać się przede wszystkim przyjemności lektury, odpowiadającej Sfarowej radości fabularyzowania, ogłoszenie: w przestrzeni kultury popularnej, skądinąd ailurofilskiej, zadomowił się jeszcze jeden kot. Znak szczególny: na zaczepne „hello kitty” z żartobliwym, zadziornym pomrukiem odpowiada: „szalom”. I dalej, a jakże, chadza własnymi ścieżkami. Zygzakami losu, skrajem praw, w diasporze i poza nią.

Damian Kaja

Przykładowe plansze

O albumie

Kot rabina (T.1-5)
scenariusz i rysunki: Joann Sfar
okładka: Robert Sienicki
tłumaczenie: Grzegorz Przewłocki
288 stron, format: 213 x 280 mm
oprawa twarda
data wydania: 2013
wydawca: Wydawnictwo Komiksowe
ISBN-13: 978-83-936849-3-9

Do nabycia

picturebook.pl
incal.com.pl
imago.com.pl
sklep.gildia.pl
komikslandia.pl
fankomiks.pl
albertus.pl

Sugerowany zapis bibliograficzny recenzji

Kaja, Damian „Szalom Kitty”. Recenzje. Internetowy dodatek do „Zeszytów Komiksowych”. <http://www.zeszytykomiksowe.org/recenzja_kot_rabina>. 3 lutego 2014.

 

Wróć do listy recenzji...

Data utworzenia strony: 03 II 2014
Ostatnia modyfikacja: 6 XII 2016