Pogujący rycerze i stage diving królików

Przemysław Wechterowicz i Bartosz Minkiewicz spotkali się już kiedyś w podobnych rolach: Wechterowicz napisał, a Minkiewicz zilustrował Wilka, psa i owce. Teraz powracają w bajce na opak, „jakiej jeszcze nie było”. Czy aby na pewno nie było? Jestem przekonany, że pewności co do takich faktów nie zdradza się we wstępie do recenzji. Na pewno (to można zdradzić) jest to ilustrowana książka z rodzaju śmiesznych, której śmieszność zaczyna się już na okładce. W wolnej chwili zerknijcie na jej czwartą stronę i pomóżcie pożartym przez smoka rycerzom odnaleźć wyjście z jego brzucha. Zdradzić należy jeszcze, że poniższa recenzja może ujawnić pewne szczegóły misternie utkanej opowieści, chociaż ukazuje się w bezpiecznym oddaleniu od daty wydania recenzowanej pozycji, więc zapewne wszyscy czytający recenzję przeczytali wcześniej już jej przedmiot.

Bohaterką Królewny z wieży jest królewna, którą wychowuje samotnie król ojciec. Królewnę cieszy wszystko, jej chichocik jest lekarstwem na wszystko, ale przeszkadza niestety królowi na przykład w prowadzeniu wojen. Król przykładnie zamyka więc córkę w wieży i postanawia wypuścić, kiedy pojawi się u progu tegoż więzienia rycerz, którego nie wzruszy śmiech dziewczęcia (daje to ogromne pole do popisu w zakresie użycia zapisu onomatopeicznego śmiechu: okazuje się, że po polsku, mimo że stereotypowo jesteśmy postrzegani jako naród ponury, mamy naprawdę dużo sposobów ikonicznego oddania radości). Nad wyborem małżonka królewny czuwać ma zły smok. Pretendenci pojawiają się u stóp wieży według stałego schematu – zapowiada ich konferansjer (trochę w stylu, który przypomina Randkę w ciemno), potem królewna chichocze, a na koniec smok zjada pretendenta. Całość, według opisu wydawcy, przeznaczona jest dla dzieci powyżej lat siedmiu.

W Królewnie z wieży humor słowny świetnie uzupełnia się z humorem rysunkowym. Teoretycznie rysunki Bartosza Minkiewicza są ilustracjami, więc przedstawiają na obrazku wyobrażenie tego, co jest napisane. Ale to tylko teoria. W rzeczywistości przejmują na siebie zarówno funkcję opisów (głównie wyglądu postaci), dzięki czemu autor nie musi przeciążać tej publikacji tekstem (mając na uwadze najniższy sugerowany wiek odbiorcy), ale też bardzo zmyślnie zgrywają się z tym tekstem, kiedy przerywają potok słów (np. „zgromadzone pod wieżą tłumy”) albo przyjmują formę humorystycznych inicjałów na początku akapitów (ilustrator wchodzi w ten sposób w rolę pisarza). To ładna stylizacja na bajkowo-„dawnoczasowe” manuskrypty. Dalej tekst wpisywany jest już mechaniczną czcionką, co nie pozostaje bez znaczenia wobec treści książki, w której elementy legendy czy bajki (smok, wieża, królewna, pretendenci do ożenku etc.) autor (autorzy? istnieje tutaj problem podziału kompetencji – czy ilustrator dodał pewne elementy od siebie, czy realizował ślepo scenariusz autora tekstu? I jaki wpływ na umieszczenie pewnych elementów graficznych miał niewymieniony jako współautor Jarek Januszewski, odpowiedzialny za projekt graficzny?) uzupełnia bardzo współczesnymi fragmentami zmyślnej układanki (m.in. kamery, mikrofony, gitary elektryczne). Ten kontrast – inicjał rysunkowy/czcionka mechaniczna kontra stara bajka/nowe elementy w świecie przedstawionym – subtelnie uwiarygodnia pomieszanie porządków czasowych, co jest w zasadzie siłą napędową i humorosprawczą Królewny z wieży, realizującą się również w samym języku, po który sięga Wechterowicz. Język, który wybrał do opowiedzenia tej bajki, to bardzo płynne połączenie klasycznych słownych ram charakterystycznych dla bajek i legend z żywym, mówionym językiem współczesnym. Rysunki Minkiewicza zawierają podobny ładunek humoru, wyrażony mimiką postaci i ascetyczną plastyką gestów. Sposób obrazowania postaci to osobne miniaturki satyryczne, które znakomicie współgenerują humor całości.

Książka duetu Wechterowicz/Minkiewicz jest przeznaczona – według opisu – dla czytelników powyżej lat siedmiu i należy stwierdzić, że współczesne siedmiolatki na pewno będą się dobrze bawić przy jej lekturze. Niemniej jednak pewne autorskie gesty, „mrugnięcia okiem” w kierunku czytelnika pozostaną trochę poza ich zasięgiem. Tak na pewno będzie z cytatem z Wilqa Superbohatera („Czytaj książki lub umrzyj próbując”) i częściowo ze sposobem konstrukcji rycerzy-pretendentów, którzy są amalgamatami postaci historycznych i literackich z odrobiną uwspółcześnienia. Ciekawe jest również to, jak młody czytelnik odbierze zabawne przypisy od Autora, które przybliżają realia wymyślonego świata przedstawionego albo coś dodatkowo tłumaczą. Narrator w Królewnie z wieży ujawnia się bowiem bez skrępowania, a przypisy tylko jego wszechobecność (ale nie wszechwiedzę!) podkreślają. Zabawa z literaturoznawczymi kategoriami narratora wszechwiedzącego i wszechobecnego (ten stały kontakt narratora z czytelnikiem realizuje jedną z immanentnych funkcji literatury dla dzieci, obok paidialności, czyli odniesienia do świata dziecka], komizmu, ludyczności, dydaktyzmu, przygodowości etc.) to już z całą pewnością lekturowy rejestr dla czytelników starszych. Dla wszystkich czytelników autorzy zachowali natomiast niespodziankę na koniec, proponując ćwiczenie z kreatywności, czyli podpowiedź, jak samemu stworzyć taką bajkę. Mamy początki akapitów, mamy rysunki, możemy więc działać, aby stworzyć pełnokrwistą bajkę z podanych zdań i rysunków. Być może Wechterowicz i Minkiewicz, podobnie jak Tomasz Wiśniewski (autor przezabawnego felietonu Jak pisać?, opublikowanego w pierwszym numerze wznowionego „Przekroju”), nie lubią warsztatów kreatywnego pisania, które pustoszą portfele, i postanowili zdemaskować, w cenie pełnej opowieści i pod postacią szablonu nowej bajki, również i swoją kreatywność?

Wracając do kwestii bajki, „jakiej jeszcze nie było”, którą poruszyłem we wstępie, należy jednak przyznać, że to stwierdzenie nie do końca jest prawdą. W dosyć podobnej mieszance „dawne–współczesne + zabawy językowe + podkopywanie ścian rzeczywistości wymyślonej” otrzymaliśmy całą serię przefiltrowanych klasycznych bajek oraz motywów bajkowo-legendarnych choćby w postaci filmów rysunkowych, których prawdziwą lawinę zapoczątkował na dobre pierwszy Shrek. Oczywiście nie odbiera to Królewnie z wieży uroku i humoru, ale wpisuje ją w nurt już istniejący. Teleologiczność – termin użyty przez Zofię Adamczykową w artykule Literatura „czwarta” – w kręgu zagadnień teoretycznych1 w znaczeniu nastawienia na cele – tej pozycji to zdecydowanie nie prosty dydaktyzm faktograficzny, ale zabawienie czytelnika i zmuszenie go do kreatywnego myślenia referencyjnego oraz do działania. Według psychologów przywoływanych przez wspomnianą Adamczykową (N.L. Munn, S. Szuman, J. Piaget, J.P.W. Dawid) tzw. funkcja aktywizująca literatury „czwartej” jest warunkiem koniecznym jej zaistnienia w formie pożądanej. Dobra książka dla dzieci powinna być synkretyczna i intersemiotyczna (stąd tekst łączy się często z obrazem, czego formą daleko posuniętą są picture booki), a taka na pewno jest Królewna z wieży. Dobra, co nie znaczy, że wybitna.

Jakub Jankowski

1 Zofia Adamczykowa, Literatura „czwarta” – w kręgu zagadnień teoretycznych (w:) Literatura dla dzieci i młodzieży (po roku 1980), red. Krystyna Heska-Kwaśniewicz, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2008.

Przykładowe plansze

O albumie

Królewna z wieży
tekst: Przemysław Wechterowicz
ilustracje: Bartosz Minkiewicz
64 strony, format 210 x 270 mm
oprawa twarda, druk kolorowy
data wydania: listopad 2016
wydawcy: Prószyński i S-ka, Wydawnictwo Komiksowe
ISBN-13: 9788380694606

Do nabycia

ksiegarnia.proszynski.pl
gildia.pl
centrumkomiksu.pl
albertus.pl
czytam.pl
nieprzeczytane.pl
bonito.pl

Sugerowany zapis bibliograficzny recenzji

Jankowski, Jakub „Pogujący rycerze i stage diving królików”. Recenzje. Internetowy dodatek do „Zeszytów Komiksowych”. <http://www.zeszytykomiksowe.org/recenzja_krolewna>. 5 marca 2018.

 

Wróć do listy recenzji...

Data utworzenia strony: 5 III 2018
Ostatnia modyfikacja: 5 III 2018