Diabeł, komiks i rock & roll

W drugim tomie Ligi Niezwykłych Dżentelmenów - Stulecie: 1969, Alan Moore ostatecznie zrywa z koncepcją przygodowych opowiastek dla małych chłopców i dziewcząt. Czas na przemoc, narkotyki, seks i piramidalny przerost formy nad treścią.

Alan Moore od premiery Strażników nieustannie robi to samo, za każdym razem starając się jednak ugryźć temat z innej strony. Można powiedzieć, że wyspecjalizował się w nieszablonowym podejściu do komiksu superbohaterskiego. O ile ostatnio w Promethei brał na warsztat gnostycyzm, mistycyzm i okultyzm, a cykl Tom Strong odwoływał się do klimatów retro-futurystycznych i pulpy, o tyle Ligę Niezwykłych Dżentelmenów trudno określić inaczej niż jako postmodernizm pełną gębą. Zabawa formą posunięta jest w tej serii do tego stopnia, że w kolejnych tomach zmieniają się nie tylko epoki, w których rozgrywają się przygody bohaterów, ale także styl oraz koncepcje kolejnych rozdziałów.

Trudno odnieść się do Ligi Niezwykłych Dżentelmenów - Stulecie: 1969 bez rzutu okiem na poprzednie tomy. Pierwsze dwa albumy to hołd dla dziewiętnastowiecznej powieści przygodowo-awanturniczej i bohaterów literackich tamtej epoki. Moore wykreował supergrupę w służbie Korony Brytyjskiej złożoną z Alana Quatermaina, doktora Jekylla (a więc i pana Hyde’a), Niewidzialnego Człowieka i Kapitana Nemo, dowodzoną przez znaną z Drakuli Wilhelminę Harker. W fabułę wplątani są także doktor Moriarty, brat Sherlocka Holmesa, doktor Fu Manchu i dziadek Jamesa Bonda. Tom pierwszy można nazwać formalnym rollercoasterem, sunącym wartkim tempem. W tomie drugim w wagonikach zepsuły się natomiast hamulce. Moore wpakował uformowaną już grupę w wątki rodem z powieści Herberta George’a Wellesa, dopisując zakulisowe tło do wydarzeń znanych z Wojny Światów. W końcu trzeci album, Black Dossier opisuje wydarzenia z lat pięćdziesiątych XX wieku. Z grupy pozostali już tylko ciągle młodzi - Wilhelmina i Alan (on akurat młody ponownie), którzy wykradają z centrali brytyjskiego wywiadu akta poświęcone Lidze. Moore szaleje tu z formą już nie tylko w granicach komiksowego medium, ale i poza nim. Integralną częścią całości są tu tytułowe akta, podane w formie jak najbardziej tradycyjnej - to dokumenty, referaty, raporty, zbiór pocztówek, jest nawet tihuańska biblia. Do rozwoju fabuły serii sama powieść graficzna wnosi mało, ale za to nakreśla sporo tła historycznego, cofając się do czasów elżbietańskich, opisując niemieckie i francuskie odpowiedzi na Ligę, wprowadzając postać Orlanda czy tłumacząc zagadkę młodości Quatermaina. Wagonik wypada z torów.

Tom trzeci, którym karmieni jesteśmy obecnie w kawałkach, to kolejny etap ewolucji serii. To już nie powieść awanturnicza ani kompendium wiedzy z zakresu historii kolejnych Lig. Moore rzucił się na główkę w odmęty ponowoczesności, tworząc swoisty komiksowy remiks czy też może raczej: mashup. Fabuła wydaje się mieć tu znaczenie drugorzędne, służące raczej jako osnowa, na której dobudowane są liczne dodatkowe treści. Moore tworzy swoiste meta-universum, lepiące jedną całość z postaci literackich, filmowych czy komiksowych z danej epoki. W swojej erudycyjnej zabawie posuwa się do tego poziomu, że rezygnuje z postaci historycznych, posiłkując się armią ich popkulturowych odpowiedników. O ile jednak umieszczenie wydarzeń w roku 1910 mnie swoją musicalową oprawą nie ujęło, o tyle przeniesienie bohaterów w Erę Wodnika wydaje się być strzałem w dziesiątkę. W końcu to seks, narkotyki i rock’n’roll, tu nie może być nudno. Bohaterowie niby dalej walczą o uratowanie świata przed zagładą, ale dużo ciekawsze od śledzenia fabuły było dla mnie wyłapywanie nawiązań: choćby tego, że Quatermain w finale wygląda dokładnie jak pewien inny bohater wymyślony przez Moore’a. Problem polega tylko na tym, że ktoś, kto nie żył wtedy w Wielkiej Brytanii, nie ma prawa ogarnąć tego wszystkiego, bo bywa, że na jeden kadr przypada po parę nawiązań do epoki. Z drugiej strony - alternatywna wersja tekstu Sympathy for the Devil mi to wynagradza. Rysownik Kevin O’Neill także staje na wysokości zadania, ale to akurat nie dziwi, bo to artysta niezawodny, o niezmiernie subtelnej, ale i wyrazistej kresce.

Liga Niezwykłych Dżentelmenów to dzieło specyficzne, wyjątkowe. Nie da się go ocenić jednoznacznie. To od odbiorcy zależy, czy uzna ten patchwork za wzniesienie się dziwaka z Norhtampton na wyżyny, czy stwierdzi, że skok Moore’a w postmodernizm był skokiem na oślep i brodacz skręcił sobie kark.

Krzysztof Pawłowski

Przykładowe plansze

O albumie

scenariusz: Alan Moore
rysunki: Kevin O’Neill
80 stron, format 170 x 260 mm
okładka i środek kolorowe
oprawa twarda
wydawca: Egmont
data wydania: grudzień 2011
ISBN: 978-83-237-4601-0

Do nabycia

http://merlin.pl/...
http://www.sklep.gildia.pl/...
http://www.incal.com.pl/stulecie-1969.html

Sugerowany zapis bibliograficzny recenzji

Pawłowski, Krzysztof. „Diabeł, komiks i rock & roll”. Recenzje. Internetowy dodatek do „Zeszytów Komiksowych”. <http://www.zeszytykomiksowe.org/recenzja_lxg1969>. 19 marca 2012.

 

Wróć do listy recenzji...

Data utworzenia strony: 19 III 2012
Ostatnia modyfikacja: 6 XII 2016