Totalnie nie nostalgia – Totalnie niełatwa historia

A.D. 2017 – od dłuższego czasu polski rynek wydawniczy zasilany jest masą coraz to lepszych rodzimych albumów. Nie ulega wątpliwości, że coś się jednak ruszyło i nie warto już pytać: kto zabił polski komiks. Mimo wszystko mówimy jednak o dość hermetycznym świecie fanów i twórców obdarzonych wspólnymi gustami i znającymi się od podszewki. Komiksy znad Wisły, choć nie odstają poziomem od zagranicznej konkurencji, z wielkim trudem przebijają się do masowej świadomości, a wielu zwykłych zjadaczy chleba wciąż kojarzy ten rodzaj sztuki tylko i wyłącznie z dziecięcą rozrywką. Ten stan rzeczy, pozornie niemożliwy do przezwyciężenia, na naszych oczach zaczyna się zmieniać. A to za sprawą Wandy Hagedorn i Jacka Frąsia, którzy we właściwym momencie uderzyli w odpowiednią strunę, z pełnym impetem włączając się do dyskusji na trudne tematy w tak bardzo podzielonym kraju.

Totalnie nie nostalgia jest opowieścią autobiograficzną. Scenarzystka na łamach komiksu przeprowadza nas przez najważniejsze momenty dorastania, zarazem dokonując pewnego rodzaju wiwisekcji. Poznajemy małą dziewczynkę, Wandzię, która żyje w na pozór kobiecym świecie, wśród trójki sióstr i rodziców. Jednak zdominowana przez kobiety podstawowa komórka społeczna jest w pełni zorganizowana wokół ojca, który nie tylko stanowi centrum uwagi, lecz również jest źródłem większości traumatycznych doświadczeń najbliższych. Ten konflikt córki z ojcem stanowi podstawową oś fabularną, będącą pretekstem do rozliczenia się nie tylko ze zjawiskiem patriarchatu, lecz również przeszłością i Polską. Autorka wraca do wspomnień niedostępnych już dla większości czytelników: poznajemy Szczecin i Kołobrzeg lat sześćdziesiątych minionego wieku, dla niektórych wciąż nieodkryty świat PRL-u, daleki od narracji opozycyjno-patriotycznej.

Wbrew pierwotnym intencjom Wandy Hagedorn ten epatujący feministyczną ideologią album został narysowany przez mężczyznę. Jacek Frąś poświęcił wiele czasu, by urzeczywistnić wizję scenarzystki, balansując na granicy rysunku zabawnego, wręcz dziecięcego i próby reporterskiego uchwycenia rzeczywistości. Otrzymujemy świat widziany z perspektywy dorastającej dziewczyny, mieszaninę młodzieńczej naiwności i pesymizmu wydobywającego się z szarego otoczenia. Rysownik wykorzystał charakterystyczny styl, by na stronach komiksu przywrócić lokacje sprzed pięćdziesięciu lat. Proces powstawania warstwy graficznej można prześledzić na fanpejdżu „Totalna nie nostalgia” – artysta miał przed sobą żmudną pracę, wymagającą badań historycznych, wywiązał się jednak z zadania celująco. Sam kilka lat mieszkałem w Kołobrzegu i bez najmniejszego problemu rozpoznaję znane mi miejsca uchwycone w komiksie. Wszystko dopełniają kolory, ich odcienie w zależności od lokacji oddają nastrój epoki, a także odbiór miejsc przez główną bohaterkę. Szata graficzna przenosi nas w czasie, doskonale prezentując wiejskie chaty, działki, ponure, powojenne ulice. Szczecin hipnotyzuje atmosferą beznadziei, obficie wylewającą się z każdego kadru. Frąś pięknie operuje światłem i kompozycją, nadając kadrom emocje: zamyka nas w szarzyźnie domu przepełnionego udręką, by później eksponować żywioł morza dającego wolność i nadzieję. Nie ulega wątpliwości, że pasja rysownika nadała albumowi charakteru i unikalnego stylu dojrzałej pracy artystycznej. Frąś popisał się wyjątkową wrażliwością na mimikę postaci, a także na ich dynamikę, w ten sposób ułatwiając odbiór emocji swoich bohaterów. Komiksy poruszające trudne kwestie często eksponują warstwę fabularną kosztem strony graficznej, spychając na drugi plan czytelnicze doznania wizualne. Totalnie nie nostalgia ze smakiem balansuje pomiędzy siłą przekazu a pięknem pojedynczych kadrów.

Najtrudniejszą kwestią, jaka staje przede mną jako recenzentem tego albumu, jest ocena samej historii, bo jak przecież można dyskutować z czyimiś wspomnieniami. Co najciekawsze, to właśnie fabuła zatrzęsła odbiorcami, pozwalając komiksowi stać się czymś więcej niż typowym, dobrym, polskim komiksem. Mój Instagram był wypełniony zdjęciami tego albumu, w większości eksponowanego przez młode dziewczęta, nie bojące się manifestować swojej kobiecości i feministycznych sympatii. Sama autorka publicznie nawołuje do czwartej fali feminizmu, zaznaczając swój negatywny stosunek do przemian zachodzących w Polsce i na świecie. W takiej sytuacji momentami nie rozumiem pewnego oburzenia związanego z ideologią emanującą z tego komiksu. Jest to wydawnictwo feministyczne, które z założenia ma wywołać dyskusję. Oczywiście odbierając historię Wandy Hagedorn jako obiektywną relację przedstawiającą życie w Polsce lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX w., można poczuć się skrzywdzonym, lecz trzeba pamiętać, że to historia opowiedziana z subiektywnej perspektywy, jak każda autobiografia. Autorka wskazuje nam, co ją ukształtowało, jak widziała świat, w którym się wychowała, czym się chce podzielić z czytelnikami. W tej podróży może spotkać się z niezrozumieniem, a nawet agresją. Uderza po oczach w pełni negatywne ukazanie postaci męskich, które na łamach komiksu są źródłami przemocy, dokonują nadużyć, aktów molestowania, a nawet pedofilii. Hagedorn bez wahania wsadza kij w mrowisko, umieszczając te patologiczne zjawiska wśród członków własnej rodziny, co wydaje się bardzo kontrowersyjnym zabiegiem. Jako czytelnicy nie mamy możliwości weryfikacji tych faktów, możemy polegać tylko na jednostronnej relacji i zadawać sobie pytanie: co jeśli autorka nie ma racji? Polska ze stron Totalnie nie nostalgii jest krajem ponurym, oblanym obfitą falą beznadziei, po prostu złym. W domach króluje patriarchat, kobiety są traktowane przedmiotowo, często odzierane ze swych praw, w najlepszym przypadku spychane na drugi plan, a jedyna pozytywna, silna bohaterka w ostateczności musi zmierzyć się z ciężką chorobą. Nawet na pozór poczciwy dziadek w zetknięciu z osobami innego wyznania dostaje ataku szału i jest skory do przemocy. Jak widać, komiks ma wszystko, by stać się obiektem kultu wśród miłośniczek i miłośników Codziennika Feministycznego, sfrustrowanych nierównością płciową w naszym kraju. Z drugiej strony osoby o poglądach konserwatywnych mogą nie dostrzec innych walorów komiksu, przykrytych przez kwestie ideologiczne lub obyczajowe. Hagedorn, popisując się pewnym ekshibicjonizmem, prezentuje nam nie tylko sceny przemocy domowej lub swego rodzaju inicjacji seksualnych, lecz także obrazy związane ze zwyczajnym przeżywaniem dorastania. Wielu czytelników odnajdzie wśród wspomnień scenarzystki doświadczenia podobne do ich własnych przeżyć. Między manifestami uderzającymi w złowrogie oblicze Polski znajdziemy zwyczajną codzienność, która odeszła wraz z nowoczesnością. Może nie jest to komiks opisujący najlepiej ten kawałek ziemi leżący nad Wisłą, lecz ilu z nas nie widziało kurczaka biegającego bez głowy, nie spędzało wakacji na wsi lub nie plewiło grządki na działce? Te małe momenty wydobywają album z całkowitego pochłonięcia przez feministyczny przekaz, umieszczając go wśród dobrych, reporterskich prac. Hagedorn, prowadząc opowieść, nie wykorzystuje półśrodków, porusza wiele kwestii uznawanych za niewygodne, lecz jej stanowisko jest zawsze skrajne. Skonfrontowany z taką rzeczywistością zacząłem dostrzegać punkt widzenia autorki przechodzącej specyficzną terapię. Nie bez powodu Australia zamyka i otwiera całą historię, ten kontynent prezentowany jako słoneczny raj staje się metaforą wyzwolenia od Polskich problemów. Autorka rozlicza się z trudnym dzieciństwem, lękami i traumami, które wciąż w niej tkwią, dokonując selektywnego wyboru wspomnień, formując z nich surowy świat. Dla mnie jednak jest to wskazanie na genezę jej feminizmu, ukształtowania ideologicznego i obecnego postrzegania świata.

Wydawnictwo Komiksowe i Kultura Gniewu oddały w nasze ręce kawał ładnej pracy. Komiks ma twardą oprawę, świetną okładkę, z ilustracją komponującą się doskonale z różowym tłem. Te drobne szczegóły składają się na całość, którą chce się mieć na półce i pielęgnować, by się przypadkiem nie zniszczyła.

Totalnie nie nostalgia to komiks – manifest. Sam tytuł wskazuje, że nie chodzi o miłe wspominanie dzieciństwa, pod okładką skrywa się niełatwe rozliczenie z przeszłością. W obecnej rzeczywistości, naznaczonej podziałami, ta publikacja nie stara się niwelować antagonizmów czy szukać wspólnego języka. Nie wątpię, że to ważne dzieło, może nawet jedno z ważniejszych w ostatnich latach, lecz bardzo jednostronne, wręcz tendencyjne. Totalnie nie nostalgia wychodzi poza prostą klasyfikację, gdyż w pewnych kręgach stała się narzędziem ideologicznym, kolejnym sygnałem do działania. Do tej pory w Polsce coś takiego nie przydarzyło się żadnemu komiksowi. Powiedzmy sobie szczerze, w naszym kraju komiksy wciąż nie są traktowane poważnie, tym bardziej osiągnięcie autorów zasługuje na ogromny szacunek. I tak w roku 2017 polski komiks wydobył się z odmętów, kradnąc serca przeciętnych zjadaczy chleba, a przy okazji udowadniając, że w naszym pięknym kraju rysunkowymi opowieściami również można się wzajemnie atakować. Nie zapominajmy jednak o tym, że to przede wszystkim ludzka opowieść, piękna, lecz wypełniona goryczą i smutkiem, a do tego fantastycznie zilustrowana.

Kamil Giedrys

Przykładowe plansze

O albumie

Totalnie nie nostalgia. Memuar
scenariusz: Wanda Hagedorn
rysunki: Jacek Frąś
242 strony, format: 190 x 260 mm
oprawa miękka, druk kolorowy
data wydania: styczeń 2017
wydawcy: Wydawnictwo Komiksowe, Kultura Gniewu
ISBN-13: 978-83-64638-46-6

Do nabycia

gildia.pl
incal.com.pl
centrumkomiksu.pl
albertus.pl
czytam.pl
nieprzeczytane.pl
bonito.pl

Sugerowany zapis bibliograficzny recenzji

Giedrys, Kamil „Totalnie nie nostalgia. Memuar”. Recenzje. Internetowy dodatek do „Zeszytów Komiksowych”. <http://www.zeszytykomiksowe.org/recenzja_nie_nostalgia>. 23 czerwca 2017.

 

Wróć do listy recenzji...

Data utworzenia strony: 23 VI 2017
Ostatnia modyfikacja: 23 VI 2017