Nie-Logikomiks

Autorski album Anke Feuchtenberger w warstwie wizualnej sytuuje się na rubieżach medium: między wyrafinowaną grafiką zdjętą ze ścian muzeum sztuki współczesnej a urokliwą prostotą kreskówek. Mało w nim słów, choć dużo treści. Miłośnicy mainstreamowych opowieści obrazkowych poczują się zdezorientowani, bo ta Kraina Snów nie przypomina uładzonych logiką fantastycznych przestrzeni Gaimanowskich. Somnambule to swoista liryka oniryczna, dyskutująca w rysunkach kwestie ciała, płci, rzeczy, nieświadomości.

Opowieści spięte tytułem Somnambule układają się w pajęczą sieć mikrofabuł, które niemal niepostrzeżenie przechodzą jedna w drugą, wyróżniając się jedynie kształtem rysunkowego kadru. Słabość metafory pajęczyny zasadza się jednak na tym, że w komiksie Feuchtenberger wszystko chce umykać porządkowi, wzorowi, geometrii przyczyny i skutku, rachunkom emocji i chłodnego intelektu. Zasadniczy kłopot, z którym będzie się borykał chyba każdy, kto zechce przełożyć sensy tej opowieści na słowa recenzji, polega na tym, że o komiksie niemieckiej artystki można mówić długo i frapująco, i nie powiedzieć przy tym nic istotnego, co oddawałoby natłok myśli rozbudzany przez lekturę kolejnych obrazowych sekwencji. Wydaje mi się, że rozumiem intencję autorki, która w wywiadzie z tłumaczką, Anną Biskupską, dołączonym do polskiego wydania komiksu, wzbrania się przed wskazówkami interpretacyjnymi, w szczególności zaś przed sugestiami psychoanalitycznej lektury swojego dzieła. Każda interpretacja równoważy bowiem w pojęciach intelektu to, co wcześniej istniało w swojej artystycznej i estetycznej suwerenności, osobności, w niedomknięciu i nadmiarze znaczeń. Feuchtenberger zależy na tym, by jej dzieło było „dzianiem się”, nie zaś „opowieścią o dzianiu się”. Chce zejścia pod warstwę języka, stereotypów, dyscypliny rozumu. A więc nie po to rozrywa kolejne warstwy dyskursu, by utknąć w innych, z psychoanalizą na czele. Jej sukces jest zresztą zaskakujący - pracując w tworzywie ilustracji, naocznego konkretu, udaje jej się uniknąć pułapek przedmiotowej dosłowności; czytelnik porusza się po kolejnych planszach niczym w somnambulicznym transie, niesiony mesmeryzującym prądem niepokojących (a czasem zabawnych, jeśli właściwie pojmować istotę zabawy) wizji artystki. Grafika w Somnambule nie jest obarczona myślowym banałem, czuć w niej raczej sensualną lekkość, emocjonalne zaangażowanie i równocześnie mądry dystans do kreowanych zdarzeń i postaci. Jakkolwiek respektuję autorskie instrukcje lekturowe, świadom jestem też, że komunikacja z czytelnikami rządzi się swoimi prawami - szczególnie w obliczu dzieła obficie korzystającego z dobrodziejstw metafory. Potrzeba rozświetlenia sensu - a światło, swoją drogą, odgrywa w tej twórczości rolę niebagatelną - wydaje się nieunikniona. Rozumie to też sama Feuchtenberger, która we wspomnianym wcześniej wywiadzie - prując materię sennej symboliki, za którą skrywa się jej utwór - porywa się nawet na komentarz autobiograficzny do jednej z historii. Pokusa zrozumienia nie unieważnia jednak przyjemności płynącej z lektury albumu - warto podkreślić, że Somnambule to książka, której nie sposób streścić za pomocą zwinnej retoryki, jej urok wynika z możliwości kontemplacji szczegółu. Nawet tak drobnego jak wymyślne liternictwo, często lekceważone w rodzimych wydaniach opowieści obrazkowych.

Mimo pozornej hermetyczności ilustracji instrumentarium pomysłów Feuchtenberger jawi się jako stricte komiksowe, oparte na rebusie. Dowcipnym i wyszukanym, ale jednak wpisującym jej dzieło w nurt opowieści obrazkowych. W poczet komiksów-wyzwań, które ze swadą i bez literackiego zadęcia chcą mówić o rzeczach ważnych.

Przestrzenią opowiadań pomieszczonych w zbiorze Somnambule włada myślenie przedlogiczne, archaiczne, w którym głowy żyją bez ciała, bo nie ma jasnego rozdziału między życiem a śmiercią, fikcją i nie-fikcją. Ziemskie zlewa się z kosmicznym, ludzkie i zwierzęce łączy się w tajemnym rytuale. Postaci Anke Feuchtenberger wciągają czytelnika w świat metamorficzny, w którym kobieta jest jednocześnie sobą i własnym doppelgangerem albo zajęczycą, mężczyzna dżdżownicą, a księżyc babcią albo kamieniem. Nowelka Marzec nastał w muzeum sugeruje nawet, że interpretacyjne eksplikacje freudowsko-jungowskie mogą okazać się niedostateczne: stąpanie po schodach w głąb spowitego mrokiem budynku do tajemniczo otwierających się drzwi przywodzi na myśl nie tyle metafizykę spod znaku E. A. Poego czy rozpoznaną przez psychoanalityków architekturę podświadomości, co specyficzne wartościowanie przestrzeni, świat oswojony, oddzielony progiem drzwi od chaosu. Mircea Eliade postrzegał nieświadomość jako inną sferę mitu, szansę na nowe człowiecze sacrum. W Somnambule nie wszystko jest śnieniem: tak, jak somnambulizm jest jednocześnie funkcją ciała i umysłu, również w komiksie niemieckiej autorki dyktat oniryczności nie jest absolutny. Jej kobiety są nie tyle znakami kobiecości, co bohaterkami konkretnych opowieści antropologicznych (wystarczy spojrzeć na postać dźwigającą siatki z zakupami w historii rozgrywającej się - uwaga! - na planszach okładki).

Okładka zresztą genialnie anonsuje treść komiksu Anke Feuchtenberger: lekkość linii ciała kontrastuje z mrokiem nocy, czernią kładzioną na kartkę tak, że niemal namacalna staje się jej faktura; cień księżycowego języka i cień kobiety padają w dwóch różnych kierunkach, mimo braku dwóch źródeł światła - chciałoby się rzec: nielogiczność. Drogę zaś wyznacza światło bijące spod opuszczonych powiek.

Ścieżek, jakimi może podążyć lektura utworu Anke Feuchtenberger, jest wiele. Właśnie ta różnorodność i otwartość na interpretacje wydaje się rękojmią jakości komiksu, który kontestując wszelki porządek, zarazem zachęca, by czytelnik podjął wysiłek porządkowania znaczeń. Celowo nawiązuję w tytule do wydanego niedawno w Polsce Logikomiksu. Ostatecznie Somnambule też układają się w mapę pomocną „w poszukiwaniu prawdy”. Tyle że do owego poszukiwania nawołują skrajnie innym głosem, dotąd zagłuszanym bądź wypieranym. Takich prac jak komiks niemieckiej artystki oczekują czytelnicy, ale przede wszystkim - jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi - samo medium, w którego metryce wciąż nieśmiało kaligrafuje się słowo „dojrzałość”.

Damian Kaja

Przykładowe plansze

O albumie

Somnambule
scenariusz i rysunki: Anke Feuchtenberger
tłumaczenie: Anna Biskupska
128 stron, format 180 x 230mm
okładka kolorowa, środek czarno-biały
oprawa miękka ze skrzydełkami
data wydania: 2012
wydawca: Fundacja Tranzyt/ Centrala - Central Europe Comics Art
ISBN: 978-83-932072-7-5

Do nabycia

centrala.org.pl
incal.com.pl
sklep.gildia.pl

Sugerowany zapis bibliograficzny recenzji

Kaja, Damian. „Nie-Logikomiks”;. Recenzje. Internetowy dodatek do „Zeszytów Komiksowych”. <http://www.zeszytykomiksowe.org/recenzja_somnambule>. 7 lipca 2012.

 

Wróć do listy recenzji...

Data utworzenia strony: 7 VII 2012
Ostatnia modyfikacja: 11 XII 2016