Vreckless Vrestlers – nawalanka w czasach postmodernizmu

Łukasz Kowalczuk już od dłuższego czasu jest agentem w służbie kontrkultury. W zaciszu swojego laboratorium konstruuje przedziwne twory – od komiks-opery po satyryczny fanpage Nienawidzę Ludzi, a wszystko własnym sumptem. Tym razem wydał na świat epicką sagę przedstawiającą pięćdziesiąty dziewiąty turniej o Mistrzostwo Międzywymiarowej Ligi Zapasów. Dzięki pięciu zeszytom czytelnik ma szansę poznać świat wrestlingu, kosmitów i alogicznej makabry.

W czasach, w których twórcy kultury epatują wzniosłymi tematami, w rzeczywistości wszechpanującego postmodernizmu, po drugiej stronie barykady stoi Łukasz Kowalczuk ze swoją twórczością. Vreckless Vrestlers nie ma drugiego dna ani nie daje możliwości wielowymiarowej interpretacji. Komiks to czysta i niezobowiązująca rozrywka, posmarowana grubą warstwą nostalgii za popkulturą lat 80. i 90. XX wieku. U początków całej historii stoi wrestling. Te reżyserowane walki (w większości umięśnionych osiłków przyodzianych w różnego typu slipy, rajtuzy i maski) to widowiska, które największą popularnością cieszą się wśród amerykańskich dzieci. Na pierwszy rzut oka są one jedynie hołdem oddanym bezsensownej przemocy. Jednak temu łącznikowi między teatrem a sportem współczesna popkultura zawdzięcza nie tylko Hulka Hogana i Dwayne’a Johnsona, ale również wgląd w świadomość przeciętnego Amerykanina. Tematy poruszane między pojedynkami na pięści, stoły i drabiny ukazują przemiany zachodzące w tamtejszym społeczeństwie. Nie przejmując się jednak ciężarem gatunkowym wrestlingu, ocierającego się o abstrakcję i komizm, Kowalczuk tworzy międzywymiarowy turniej niezwykłych wojowników. Na łamach komiksu zamieszcza mieszankę wybuchową surrealistycznej akcji i krwawego humoru.

Do pojedynku stają m.in. wegański kot, kibol oraz brodata, barbarzyńska wojowniczka. W turnieju, w którym jedyną zasadą jest brak zasad, padają przeróżne ciosy, a zawodnicy odnoszą makabryczne kontuzje. Opisy tych śmiertelnych starć obfitują w liczne nawiązania do kultury lat 80. i 90. XX wieku. Czytelnik otrzymuje tym samym brutalny turniej z nikczemnym organizatorem na czele, mutantów, toksyczne substancje, złych naukowców i wiele innych klasycznych elementów odwołujących się do kina klasy B. Pojedynki nie są sztampowe, a każde posunięcie zawodników to starannie przemyślana akcja. Nierzadko jest ona bardzo brutalna i jednocześnie malownicza, a to może zachwycić każdego miłośnika klimatów gore. Arsenał ciosów i ekscentryczność protagonistów w swej mnogości mogą równać się jedynie z listą wydanych książek Danielle Steel. Każda walka jest pełna dramaturgii. Ponadto obfituje ona w liczne zwroty akcji, nie nudząc nawet na moment. Mimo prostoty fabularnej komiks przełamuje schematy. Bawi się konwencją, wykorzystując ring jako miejsce, w którym nie tylko ścierają się ze sobą siła i emocje, ale również ujawniają się różne, czasem niespodziewane uczucia.

Żonglując stereotypami i motywami kultury popularnej, autor przekracza strefę komfortu odbiorców. Daje w ten sposób do zrozumienia, że śmiejąc się z wrestlerów, możemy śmiać się sami z siebie. Brodata Wojowniczka czy Wegański Kot nawiązują m.in. do wizerunków przerysowanych, zapaśników o skrajnych cechach, którzy od lat przetaczają się przez amerykańskie ringi. Takie postacie jak The Iron Sheik (Arabski Szejk, który miał budzić nienawiść u widzów) lub Sgt. Slaughter (wzorzec amerykańskiego żołnierza) miały ewokować konkretne skojarzenia i odwoływać się do szablonowego postrzegania antagonistów w amerykańskim wrestlingu. U Kowalczuka bohaterowie mogą być prześmiewczo identyfikowani z pewnymi poglądami i ideami, ale w tym szalonym turnieju dostaje się każdemu, nawet publiczności. Tym samym łącząc śmiech i chaos z dużą ilością krwi, autor pozostaje w pełnej zgodzie z prawidłami rządzącymi światem wrestlingu.

Rysownik zdaje sobie sprawę ze swych graficznych ograniczeń, przekuwając je w zalety. Kreska przypomina połączenie karykatury z komiksami dla dzieci, co kontrastuje z wszechobecną przemocą oraz tworzy ironiczną mieszankę. Mimo lawiny odciętych kończyn i połamanych kości autor znajduje miejsce, by bardzo sprawnie sportretować współczesne społeczeństwo. Momentami skupia się na widowni, drwiąco odmalowując widzów siedzących na trybunach czy telewidzów. Scenka dzielenia się papierosem (prawdopodobnie przez polskie małżeństwo) pokazuje, że Kowalczuk oprócz talentu do władania czarnym humorem ma również nie najgorszy zmysł obserwatora.

Komiks powstawał w warunkach chałupniczych. Proces jego narodzin można było śledzić na fanpage’u serii. Wydawnictwo jest dwujęzyczne (w języku polskim i angielskim), ale dotyczy to tylko opisów i dodatków, ponieważ w samym komiksie nie pojawiają się dialogi. Jak wiadomo, „wrestlerzy walczą, nie gadają”. Zeszyty były wydawane nieregularnie. Wbrew pozorom jest to olbrzymią zaletą publikacji. Kowalczuk, ograniczony jedynie przez swoją wyobraźnię, dodał do komiksu wiele atrakcji dla fanów. Na każdym numerze 0 znajduje się indywidualna grafika przedstawiająca wrestlera. Dodatkowo wraz z kolejnymi numerami ukazały się także album i naklejki do zbierania, rebusy, a nawet maska do samodzielnego wycięcia. Ten gest jest kolejnym hołdem oddanym kulturze wrestlingu i atrakcjom, które czekały na czytelników w prasie branżowej. Ponadto forma dystrybucji (bardzo często osobisty odbiór u autora), szansa na zdobycie niepowtarzalnego rysunku zawodnika (numery 4/5), indywidualne grafiki, a także zbliżająca się premiera figurek zapaśników czynią z tej serii nie lada gratkę dla kolekcjonerów.

Nieczęsto w naszej kulturze mówi się o międzywymiarowych pojedynkach wrestlerów. Vrecless Vrestlers oferuje beztroską rozrywkę, co więcej, staje w opozycji do wydawnictw poruszających tzw. ważne tematy. Okazuje się, że sposobem na stworzenie dobrej historii jest pasja i szczerość. Unikając zbędnych fajerwerków, kuszenia nagością czy innego typu tanich chwytów, Kowalczuk potrafi zainteresować czytelnika. W całej swojej prostocie jest to komiks kontrkulturowy. Oddanie i bezkompromisowość, z jakimi podszedł do tematu autor, grubą kreską oddzielają jego dzieło od wszystkich tworów kultury popularnej, które zmierzają jedynie do gromadzenia fanów. Mimo tych czasem mało popularnych środków publikacja odniosła sukces komercyjny. Pojedyncze numery serii znikały w zastraszającym tempie. W najbliższym czasie odbiorcy mogą spodziewać się zbiorczej edycji wydanej przez zagraniczne wydawnictwo – nie tylko na polskim rynku.

Vrecless Vrestlers to wyłącznie świetna rozrywka. Podany w zabawnej oprawie brutalny turniej, przedstawiony w komiksie, którego fabuła nie ma większego znaczenia. Po lekturze nie będziemy patrzeć inaczej na świat ani nie przewartościujemy naszego życia. Z pewnością odkryjemy jednak w sobie na nowo sadystyczne dziecko, które płacze ze szczęścia na widok ulubionych bohaterów torturujących swoich adwersarzy. Kowalczuk dokonał rzadkiego osiągnięcia: wyciągając ze świata wrestlingu i popkultury lat 80. i 90. XX wieku parę soczystych smakołyków, nie popadł w zbytnią nostalgię czy pretensjonalność. To bez zwątpienia najlepsze polskie wydawnictwo o tematyce międzywymiarowych turniejów zapaśniczych ostatnich lat. Łukasz Kowalczuk tym komiksem zaznacza swoją mocną pozycję w sitwie polskiego niezależnego komiksiarstwa, a także zgłasza akces do czołówki twórców polskiej rozpierduchy, jednocześnie przybliżając się do odnalezienia odpowiedzi na pytanie, kto może zabijać polski komiks.

Kamil Giedrys

Przykładowe plansze

O albumach

Vrecless Vrestlers #0
scenariusz: Łukasz Kowalczuk
rysunki: Łukasz Kowalczuk
20 stron, format: 148 x 210 mm
oprawa: miękka, druk: czarno-biały
data wydania: styczeń 2014
wydawca: niezależny

Vrecless Vrestlers #1
scenariusz: Łukasz Kowalczuk
rysunki: Łukasz Kowalczuk
20 stron, format: 148 x 210 mm
oprawa: miękka, druk: czarno-biały
data wydania: kwiecień 2014
wydawca: niezależny

Vrecless Vrestlers #2
scenariusz: Łukasz Kowalczuk
rysunki: Łukasz Kowalczuk
24 strony, format: 148 x 210 mm
oprawa: miękka, druk: czarno-biały
data wydania: sierpień 2014
wydawca: niezależny

Vrecless Vrestlers #3
scenariusz: Łukasz Kowalczuk
rysunki: Łukasz Kowalczuk
28 stron, format: 148 x 210 mm
oprawa: miękka, druk: czarno-biały
data wydania: październik 2014
wydawca: niezależny

Vrecless Vrestlers #4-5
scenariusz: Łukasz Kowalczuk
rysunki: Łukasz Kowalczuk
36 stron, format: 148 x 210 mm
oprawa: miękka, druk: czarno-biały
data wydania: grudzień 2014
wydawca: niezależny

Do nabycia

Facebook
strona autora
picturebook.pl
sklep.gildia.pl

Sugerowany zapis bibliograficzny recenzji

Giedrys, Kamil „Vreckless Vrestlers – nawalanka w czasach postmodernizmu”. Recenzje. Internetowy dodatek do „Zeszytów Komiksowych”. <http://www.zeszytykomiksowe.org/recenzja_vrestlers>. 22 maja 2015.

Wróć do listy recenzji...

Data utworzenia strony: 22 V 2015
Ostatnia modyfikacja: 11 XII 2016