Koń jaki jest, każdy widzi

czyli o definicji komiksu

H.J. Chmielewski   'Tytus Romek i A'Tomek - ksiega XIV' 1. Po co komu definicja?

No właśnie. Po co nam definicja komiksu? Przecież wszyscy wiedzą, czym jest komiks. Szkoda tracić czas.
Trudno nie przyznać, że w powyższej opinii coś jest. Większości ludzi absolutnie nic nie przyjdzie z definicji komiksu. To normalne. Sądzę jednak, że istnieje grupa, dla której zajmowanie się tym zagadnieniem ma całkiem sporo sensu. Nie będę tutaj tej grupy nazywał ani charakteryzował. Myślę, że Czytelnik po lekturze tego eseju sam zdecyduje, czy do owej grupy należy.
Tym sposobem (przynajmniej tymczasowo) odparłem zarzut, że zajmuję się zagadnieniem nikomu niepotrzebym. Mogę zatem przejść do rzeczy.

Oto dlaczego - moim zdaniem - potrzebujemy zastanowić się nad kwestią definicji komiksu:

C. Bretecher   'Les etats d'ame de Cellulite' 2. "Gatunek współczesnej kultury masowej"

Dla rozgrzewki chciałbym podać dwie definicje słowa "komiks". Pierwsza pochodzi z sześciotomowej Encyklopedii Powszechnej PWN, której kolejne tomy były wydawane w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych:

Gatunek współczesnej kultury masowej, typ publikacji rozrywkowej zamieszczanej w gazetach lub stanowiącej osobną broszurę. Pierwsze komiksy w prasie amerykańskiej końca XIX w. Historyjka obrazkowa opatrzona tekstem (ograniczonym do wypowiedzi bohaterów), o charakterze sensacyjnym, czasem humorystycznym (niekiedy przeróbka dzieła literackiego). Najbardziej znani bohaterowie komiksu: Superman, Batman, Asterix, James Bond, w Polsce: Funky Koval, Tytus, Romek i Atomek."

Druga definicja, ze Słownika Terminów Lierackich, wydania z roku 2000:

"Komiks - fabuła opowiedziana za pomocą serii obrazków rysunkowych wspomaganych wątłym tekstem słownym; rysunek przedstawia bohaterów w wyraźnie zarysowanej sytuacji, tekst zaś ogranicza się tylko do ich wypowiedzi wmontowanych w rysunek w formie tzw. "dymka". K. przedstawiają na ogół historie sensacyjne, bywają także przeróbkami dzieł klasycznych. Zrodzone w XIX w., stanowią szczególnie charakterystyczną formę współczesnej kultury masowej."

C. Bretecher   'Les etats d'ame de Cellulite'

Niejednej osobie te definicje mogą wydawać się całkiem w porządku. Jednak lista ich uchybień i nieścisłości jest długa:

Określenia "kultura masowa", "publikacja rozrywkowa" odbierają komiksowi możliwość mówienia o sprawach poważnych w sposób nietrywialny. Są to określenia wartościujące, które nie powinny występować w tego typu definicjach. Twierdzę bowiem, że komiks to rodzaj sztuki, charakteryzujący się pewnym sposobem przekazywania treści, nie zaś rodzaj publikacji rozrywkowej.

Jak widać, autorzy zacytowanych wyżej definicji wcisnęli komiks w tak ciasny gorset, że zupełnie go zdeformowali. Próbowali ulepić z gliny dzbanek, ale za mocno ścisnęli obrabiany materiał i z dzbanka została jedynie nieforemna gliniana bryła. Sądzę, że może to być wynikiem, iż te dwie - oraz inne, im podobne - definicje zostały napisane przez laików - osoby, dla których komiks jest tak naprawdę obcy. Jest to zresztą kolejnym powodem, dla którego warto, aby tym tematem zajęło się również środowisko, które obrazkowe historie traktuje na poważnie. Wydaje mi się bowiem, że komiks naprawdę można zdefiniować lepiej.

J.-C. Gal, J.-P. Dionnet   'Les Armees du Conquerant' 3. Jak zatem pisać o koniu?

Jakie powinny być cechy dobrej definicji?

Przede wszystkim, powinniśmy starać się oddzielić "formę" od "treści". Wyobraźmy sobie formę jako szklany dzbanek, treść zaś - to, czym go wypełnimy [patrz przypis pod tekstem]. Teraz relacja staje się oczywista - do tego samego dzbanka możemy wlać lub wsypać bardzo różne substancje. Z drugiej strony, tę samą wodę możemy wlać do wielu naczyń, nie tylko do dzbanka. Komiks, którego definicji szukamy, jest właśnie dzbankiem, zdolnym pomieścić najróżniejsze treści, np. westerny lub alternatywne seriale polityczne. Mamy też różne inne "naczynia", np. powieść lub film i każdy z nich może być docelową formą wybranej treści.
Definicje słownikowe, które wymieniłem wyżej, mieszają treść z formą, czyli twierdzą, że komiks to pewien dzbanek wypełniony określonym rodzajem substancji.

Nie tylko treść powinna być wydzielona z definicji - również wszelkie uściślenia dotyczące "języka" komiksu, czyli sposobu osiągania zamierzonego efektu. Na przykład tekst może w komiksie być obecny na wiele różnych sposobów, nie tylko pod postacią dymku.

Dalej, dobra definicja powinna zawierać w sobie wszystko to, co przeciętny człowiek może uznać za komiks. Jednocześnie powinna ona być przydatna w określaniu granicy między komiksem a innymi rodzajami sztuki. Jednym słowem, definicja musi sobą objąć wszystkie dzbanki, wygladające w sposób oczywisty jako dzbanki, i powinno z niej jasno wynikać, czym się dzbanek różni od nocnika.

Definicja powinna też być jak najbardziej ścisła, aby uniknąć nieporozumień i jałowych dyskusji.

H.J. Chmielewski   'Tytus Romek i A'Tomek - ksiega XIV' 4. Koń...

Przejdźmy wreszcie do rzeczy.
Kiedy zacząłem się zastanawiać nad kwestią definicji komiksu, przyszło mi do głowy, że język polski w zasadzie taką definicję posiada sam z siebie. O komiksach mówi się często: "historyjka obrazkowa". Zamieńmy "historyjka" na "historia", żeby było mniej infantylnie. Określenie "historia obrazkowa" wydało mi się całkiem rozsądnym kandydatem na definicję komiksu.
Niestety, bliższa analiza wykazała, że nie jest aż tak prosto. Cóż bowiem oznacza "historia obrazkowa"? Myślę, że nie minę się bardzo z prawdą twierdząc, że jest to "historia stworzona przy pomocy obrazków". Brzmi bardzo podobnie, ale uwypukla coś troszkę innego... Teraz bowiem dostrzegłem, że coś jest nie w porządku: film, jak by na to nie patrzeć, technicznie rzecz biorąc jest również właśnie "historią stworzoną przy pomocy obrazków"! A zatem samo określenie "historia obrazkowa" to za mało. Trzeba do niego dodać: "składająca się ze statycznych obrazków ułożonych obok siebie".
Samo słowo "historia" postanowiłem z kolei uściślić. Proponuję zatem następujący początek definicji: "Seria statycznych obrazków ułożonych obok siebie, stanowiących spójną całość narracyjną i znaczeniową".
Wciąż jednak nie byłem w pełni usatysfakcjonowany. Ktoś bardzo czepialski może bowiem stwierdzić, że litera to też nic innego jak... obrazek! Wiem, wiem, niektórzy zarzucą mi zbytnią drobiazgowość. Mieliśmy jednak postarać się wyrażać w sposób jak najbardziej ścisły. Czy możemy zatem coś zrobić z tym ostatnim zarzutem? Chyba tak - dodając na końcu frazę: "której głównym składnikiem są elementy graficzne nie będące słowami, aczkolwiek tekst może w niej odgrywać istotną rolę". Cała proponowana przeze mnie definicja zatem brzmi:

Seria statycznych obrazków ułożonych obok siebie, stanowiących spójną całość narracyjną i znaczeniową, której głównym składnikiem są elementy graficzne nie będące słowami, aczkolwiek tekst może w niej odgrywać istotną rolę.

5. ...i jego skutki

Ufff... Nie było łatwo, ale udało mi się w końcu zaproponować definicję komiksu. Czy jest ona dobra? Moim zdaniem jest całkiem niezła, gdyż zawiera w sobie większość wymienionych cech "dobrej definicji". Abstrahuje całkowicie od treści oraz języka komiksu. Jest dość abstrakcyjna. Nie narzuca na komiks żadnych sztucznych ograniczeń dotyczących np. czasu, kiedy komiks powstał. Jest dość ścisła.

Myślę, że podana wyżej definicja opisuje ten rodzaj sztuki, który wszyscy jesteśmy skłonni uznać za komiks. Czy pozwala jednak skutecznie i w sposób interesujący oddzielić go od innych rodzajów sztuki? Wydaje mi się, że tak. Oto kilka przykładów:

5. Perspektywy

Większość form działalności artystycznej początkowo było odrzucanych przez masy lub przez decydentów. Tak było z teatrem, powieścią, filmem. Wzbudzały niechęć lub lęk. Nie wydawały się atrakcyjne, były zbyt nowoczesne, nie pasowały do zastanych kanonów. Uważano, że są frywolne, komercyjne, niewiele warte. I często były. W końcu jednak zyskiwały uznanie - nie dlatego, że nagle każdy film lub powieść stały się arcydziełami, ale dlatego, że odkryto, iż można przy ich pomocy pokazywać rzeczy wartościowe. Przyzwyczajono się do ich obecności. Twórcy zaczęli traktować je na serio, jak wyzwanie i możliwość. A także dlatego, że coraz więcej poważnych badaczy, krytyków itp. zaczęło się nimi zajmować, opisywać je, odsłaniać ich najgłębsze tajemnice. I te wydobyte na światło dzienne tajniki wzbudziły ciekawość wszystkich, wzrastało więc zainteresowanie tymi formami przekazywania myśli. Powstaje efekt samonapędzającej się spirali: rosnąca ilość prac teoretycznych inspiruje nowych autorów do tworzenia coraz ciekawszych i bogatszych dzieł, do przekraczania ustalonych formalnie granic. Kiedy zaś dzieła te już powstaną - stają się pożywką dla następnych pokoleń badaczy.
Ten sam proces może stać się udziałem i szansą komiksu.

Bez wątpienia, cały ten artykuł jest zaledwie ułamkiem procenta tego, co powinno zostać zrobione, by komiks zrozumieć, zbadać, opisać. Czeka nas bardzo wiele pracy, ale myślę, że komiks jest tego wart.

Data utworzenia strony: IV 2001