Słów kilka o surrealizmie

Mówiąc o surrealizmie, powinniśmy pamiętać, że miał on więcej niż jedno oblicze. Posiłkując się koncepcjami psychoanalitycznymi, eksplorował ludzką nieświadomość ujawniającą się w snach, marzeniach na jawie i w twórczości automatycznej. Z drugiej strony z rozkoszą sięgał po wytwory kultury popularnej (czy też masowej), dostrzegając w występujących tam tandecie, kiczu, głupkowatych dowcipach symbolicznie jedynie skrępowane fantazmaty erotyczne. Nie sposób też nie pamiętać o fascynacji surrealistów przemocą, zwłaszcza powiązaną z erotyzmem lub z erotyzmu wyrastającą. Czwartą stroną, w którą spoglądali surrealiści, było – nie ukrywajmy tego – pragnienie skandalu. Skandal ten miał opierać się na wytrąceniu mieszczuchów z równowagi, zderzeniu tradycyjnych gustów snobistycznej publiczności z czymś, czego nie mogła zaakceptować i przeciwko czemu chciała protestować, krzycząc, tupiąc nogami, plując i rwąc włosy z głowy (czyli przybierając pozy, w których wyglądała śmiesznie).

Na pozór pomiędzy surrealizmem a komiksem niewiele może być punktów wspólnych. W rzeczywistości jednak surrealizm wciskał się do opowieści obrazkowych wszędzie tam, gdzie twórca komiksu popuszczał wodze wyobraźni i pozwalał sobie na narysowanie czegoś fantastycznego, w nie wiadomo którym momencie przechodząc do rysowania niemożliwego, a nawet niedorzecznego. Wystarczy przypomnieć sobie sny tworzone przez Winsora McCaya nie tylko w Małym Nemo w Krainie Snów, ale i w Dreams of the Rarebit Fiend, a potem zestawić je z galerią wrogów Supermana i Batmana, że o Wonder Woman nie wspomnę (Czy widzieliście Posejdona w najnowszym albumie o przygodach Królowej Amazonek wydanym w Polsce? Nie da się ukryć, że wygląda on jak trochę mniejszy masturbator i z całą pewnością mógłby wzbudzić u Salvadore’a Dali zazdrość, że to nie on go narysował). Komiksowa fantastyka niejednokrotnie balansuje na pograniczu niedorzecznego i onirycznego, a w swoich najlepszych przejawach niewątpliwie stanowi pomost pomiędzy tymi dwoma zjawiskami.

Jeśli spojrzymy odpowiednim wzrokiem na postacie komiksowych herosów lub ich przeciwników, to z łatwością zauważymy, że większość z nich narodziła się w odmętach nocnych koszmarów i stanowi personifikację najrozmaitszych lęków, obaw czy niepokojów. Założę się, że nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby być Hulkiem, Concrete’em, Thingiem, Human Torchem, Plastic Manem, Swamp Thingiem ani Deadmanem, ale że niektórym z nas śniło się, że jesteśmy jedną z tych lub jakąś podobną do którejś z wymienionych postaci i że budziliśmy się z tego snu zlani zimnym potem. Jeśli spojrzymy na komiksowe światy, dostrzeżemy, że istnieją one na zasadzie przenikania się niekompatybilnych rzeczywistości, rządzących się odmiennymi prawami, a czasem bezprawiem – czas płynie tu inaczej, a przestrzeń kurczy się lub rozciąga i pozostaje na bakier z fizyką, logiką i zdrowym rozsądkiem. Erotyzm pozostaje tu utajony i skrępowany rozmaitymi cenzorskimi przepisami, ale wyobraźnia komiksowych rysowników zdaje się być niemal w całości nastawiona na to, by ominąć zakaz i pokazać, że tam, gdzie nie wolno, można pokazać całkiem dużo.

Surrealizm w komiksie może pojawiać się nieproszony, w sytuacjach, gdy wyobraźnia twórców rozbuja się za bardzo i powiedzie ich w rejony nieoczekiwane i trudne do zaakceptowania. Może też pojawić się na zasadzie szczególnego przyzwolenia, jakiego udzielamy wówczas, gdy opowieść adresowana jest do osób, które podejrzewamy o to, że bądź aprobują nadrealistyczne wizje, bądź też nie dopuszczają do siebie myśli, że to, co nierealistyczne, jest niemożliwe. Literacki wzorzec metra w tej materii stanowią dwie książki o Alicji, która najpierw trafiła do krainy czarów, a potem na drugą stronę lustra, ale wzorzec ten realizuje szalenie wiele komiksów i książek dla dzieci, ot choćby serie o Hildzie czy Muminkach.

Surrealizm bywa też do komiksu zapraszany na prawach aluzji, cytatu, parafrazy, trawestacji czy odniesienia. Tak trafił do Doom Patrol Granta Morrisona i innych komiksów tego twórcy. Tak pojawił się u Clovesa i w cyklu o Giuseppe Bergmannie Milo Manary. Tak trafił też do komiksów, których bohaterką jest Adele Blanc-Sec, ale Tardi potraktował go ironicznie i z przekąsem, wpisując swoją bohaterkę w ramy fabuł zaczerpniętych z opowieści brukowych (podobnie zrobił Alan Moore, tworząc Ligę Niezwykłych Dżentelmenów.

Czasem tchnienie nadrealnego pojawia się w komiksie wyniku żartu, eksperymentu lub poszukiwania czegoś innego, nieoczekiwanego lub zaskakującego. Czasem zaś jest efektem próby obrażenia czytelnika na zasadzie: „Domagałeś się głupot, to masz”.

Czasami trudno powiedzieć, czy dana opowieść jest surrealistyczna w sposób świadomy, nieświadomy czy przekorny i prześmiewczy. Intuicja podpowiada nam jednak, że jest to opowieść zakorzeniona w Nadrealnym i domagająca się, byśmy za jej pośrednictwem zajrzeli na Drugą Stronę Lustra. A w wypadku zajmowania się surrealizmem intuicja jest czymś, czego nie powinniśmy ignorować.

Tak w literaturze polskiej, jak i w naszej rodzimej sztuce surrealizm nie odegrał szczególnej roli i aż po dziś dzień pozostał egzotycznym przybyszem. Zagościł jednak w naszych rodzimych komiksach. Aby się z nim spotkać, wystarczy zajrzeć do Morfołaków lub Rewolucji Mateusza Skutnika, do komiksów ze scenariuszami Grzegorza Janusza (Esencja, Czasem, Wykolejeniec), Blera Rafała Szłapy, prac Marka Turka (Fastnachtspiel, Nest, Bajobongo), Phantasmaty Kowalskiego i Gosienieckiego albo do jakichś innych prac. Naprawdę trzeba się postarać, żeby go nie spotkać.

Data utworzenia strony: 23 XI 2014
Ostatnia modyfikacja: 12 XII 2016