Edvin Volinski (sc.), Nikodem Cabała (rys.) i Grzegorz Krysiński(kolor)
Biocosmosis tom 1: Enone
ProArte, 2006
Format: 30 x 22
Ilość stron: 52
Okładka: twarda
Kolorowy
Przykładowa strona 1, strona 2, strona 3

Biocosmosis: Enone to projekt pod wieloma względami nieoczekiwany: pochodzący z nieznanego wydawnictwa, niezapowiadany wcześniej szerzej album, pierwsza część pięcioksięgu z gatunku "heroic SF". Rysownik, Nikodem Cabała, jest znany polskim fanom z kilku publikacji. Dla scenarzysty, Edvina Volinskiego, jest to komiksowy debiut. Nieoczekiwana, w polskich warunkach rynkowych, jest też staranność, z jaką komiks został wydany: twarda okładka, lakierowany papier, bezbłędnie nałożony kolor, dobrze dobrana czcionka w dymkach, nieskazitelna czerń.

Album świetnie prezentuje się pod względem wizualnym. Rysunki są dopracowane, postacie ludzkie podobne do siebie z kadru na kadr (niejeden polski rysownik ma z tym kłopoty), emocje oddane realistycznie. Cabała dobrze czuje się w każdej skali, od szerokich panoram przez najrozmaitsze ujęcia postaci ludzkich (i nieludzkich) po drobne detale i tła. Dobrze są też narysowane sceny dynamiczne, np. walki. Kadrowanie i układy strony są nowoczesne i odważne, ale nie wpadające w manieryzm ani w niepotrzebne komplikacje.

Kolor w Biocosmosis zasługuje na odrębny akapit. Zrealizował go Grzegorz Krysinski. Edvin Volinski powiedział w wywiadzie, opublikowanym na portalu Aleja Komiksu, że szukał odpowiedniego kandydata przez ponad trzy lata, przejrzał setki ofert. Cierpliwość popłaciła: kolorystyka jest bardzo mocną stroną komiksu. Połączenie czarnego tła, na którym często rozmieszczone są kadry, ze stonowanym kolorem, potrafiącym we właściwym momencie wybuchnąć eksplozją barw, wytwarza mroczną, niegościnną atmosferę, świetnie uzupełniając scenariusz. Wiele scen w komiksie dzieje się w słabo oświetlonych pomieszczeniach i taka paleta skutecznie to podkreśla. Kolorysta bardzo dobrze wywiązał się też z trudnego zadania realistycznego odwzorowania licznych źródeł światła, cieni, poświat, odblasków itp.

W wielkim skrócie, Enone opowiada o planecie Erra Neffia, na której następuje starcie - pod wieloma względami raczej psychologiczne i polityczne niż fizyczne - między trzema przedstawicielami elit: (1) wysłannikiem zakonu emnichów Equilibrium o imieniu Enone (2) władającym planetą przedstawicielem międzyplanetarnej kosmoracji (sic!) i (3) dowódcą elitarnego oddziału Preventorian. W tle pojawia się też zagrożenie ze strony legendarnej, nieznanej rasy Obcych - Noktoornów - oraz groźnego stwora, przypadkiem przywiezionego na statku Marszandów.

Pomysł na komiks fantastyczno-naukowy, skoncentrowany na knowaniach politycznych, działaniach elitarnych oddziałów wojskowych i potyczkach z Obcymi nie stanowi raczej novum. Fabuła jest spójna i sprawnie opowiedziana, choć trzeba przyznać, że momentami, szczególnie na początku, lektura wymaga sporego skupienia. Wiąże się to z tym, że twórcy komiksu umieszczają czytelnika w samym środku akcji, nie podając żadnych informacji o świecie przedstawionym i używając właściwego mu nazewnictwa. Z czasem obraz staje się jaśniejszy, ale do końca wiele kwestii szczegółowych pozostaje niewyjaśnionych.

We wspomnianym wyżej wywiadzie scenarzysta komiksu mówi, że na samym początku miał być tylko jeden [album], stąd 'Enone' jest tak mocno przeładowany wątkami. To prawda - pierwszy tom Biocosmosis jest odrobinę przytłaczający, niektóre wątki wydają się zresztą nie do końca potrzebne i sprawiają wrażenie, jakby twórcy starali się nieco "na siłę" dodawać kolejne elementy do tworzonego świata. Mimo to, trzeba przyznać, że wątki ułożone są sprawnie, sceny dynamiczne i refleksyjne się wzajemnie równoważą, a napięcie jest umiejętnie rozłożone. W rezultacie komiks ani nie przytłacza nadmiarem akcji, ani nie jest nudny. Po względem opanowania technicznego warsztatu scenarzysty, Edvin Volinski spisał się bardzo dobrze.

Ciekawym zabiegiem jest to, że Volinski nie zastosował na końcu albumu cliffhangera fabularnego (bo wątki zostały w zasadzie zamknięte) ale ideologiczny: natura światopoglądu emnichów, rola zakładanych przez nich klasztorów oraz przyczyny opozycji kosmoracji wobec ich posunięć nie są wyjaśnione. Pierwszy tom pominął te kwestie, przez co sprawia on wrażenie swego rodzaju "scenki rodzajowej" ze świata Entrium, służącej, jak sądzę, za wstęp do dalszych jego odsłon. Z chęcią przeczytam dalsze tomy, żeby lepiej zrozumieć polityczne mechanizmy, rządzące światem Biocosmosis.

Innym niecodziennym elementem w Enone jest stosunek fabuły do przemocy: emnichowi udaje się osiągnąć sukces dzięki umiarowi i oszczędzeniu przeciwnika, zaś całkiem liczne sceny walki nie są przesadnie krwawe i w równym stopniu opierają się na rozumowaniu i odporności psychicznej jak na sile fizycznej. Powoduje to, że akcja ulega interesującej transformacji: mimo że wciąż dominuje nad elementami natury emocjonalnej czy opisowej, to przesuwa swój ciężar w stronę psychologii i polityki, umiejętnie wspierając się przy tym graficznym sposobem realizacji albumu.

Trochę za mało czytam komiksów SF, żeby być w stanie rzetelnie ocenić nowatorskość uniwersum Biocosmosis i samej fabuły. Komiks ten nie wydaje mi się jednak znacząco odbiegać od schematów gatunku, w którym dość często można spotkać starcia galaktycznych sił politycznych, przedstawione w lokalnej skali pojedynczej planety. Dodatkowo, podobnie jak wiele opowieści fantastyczno-naukowych, Enone przedstawia nam świat przedstawiony z punktu widzenia herosów (czasem - mimo woli), wodzów i ogólnie - postaci z takiego czy innego względu niezwykłych.

Koncepcją konstrukcyjną, która daje się dość wyraźnie zauważyć na kartach Enone, jest czerpanie z wzorców historycznych, przede wszystkim starożytnego Rzymu (nazwa elitarnej jednostki wojskowej: Preventorianie) i chrześcijańskiego średniowiecza (mnisi w habitach, stroje żołnierskie przypominające zbroje rycerskie, elektryczne halabardy). Na pierwszy rzut oka może się to wydawać tylko chwytem, służącym budowaniu atmosfery. Mam jednak nadzieję, że religijne nawiązania nie zostaną potraktowane pretekstowo i że w dalszych tomach autorzy zaprezentują ciekawe rozwinięcie motywu walki świeckiej korporacji z wpływową instytucją religijną o "rząd dusz".

Również system polityczny, przedstawiony w komiksie, jest archaiczny, oparty na władzy absolutnej, sprawowanej przez kastę osób o błękitnej skórze (sic!) przy wsparciu "bagnetów" jednostek wojskowo-policyjnych. Jest zaskakujące, że autorzy nie założyli żadnej pozytywnej ewolucji struktur społecznych, pomimo umieszczeniu fabuły w dalekiej przyszłości - a przecież, dla przykładu, na przestrzeni ostatnich zaledwie dwustu lat w samej tylko Europie zaszły kolosalne zmiany w świadomości społecznej, etyce, stosunkach międzyludzkich i kształcie instytucji publicznych. Wydaje się, że kolonizacja nowych planet powinna wyzwolić przemiany społeczne i światopoglądowe znacznie bardziej znaczące. Niestety, w Biocosmosis tego nie znajdziemy.

Umiar jest kluczem do wszystkiego, Enone. To potężne narzędzie - takie są ostatnie słowa tego albumu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jego celem jest właśnie opowiedzenie przypowieści o umiarze. Wraz z publikacją kolejnych tomów dowiemy się, czy jest to wstęp do budowy bardziej złożonego uniwersum, czy też mamy do czynienia z kolekcją współczesnych moralesek, zrealizowanych w konwencji fantastyki naukowej.

Data utworzenia strony: 25 I 2007